Przeskocz do treści

DCF 1.0

Na ostatnim piętrze naszej szkoły był wewnętrzny balkon, pod nim biegły schody. Na dwóch przeciwległych ścianach pod balkonem wisiały druciane kosze na kwiaty doniczkowe. Kosze były puste. Któryś z nas, czyli jak zwykle Łyzia, albo Golcia, a może ja, wpadł na pomysł interesującej rywalizacji sportowej: Należało wyszukać mokre i brudne szmacisko do ścierania tablicy, zwinąć je w kłębek, a następnie dowolną techniką rzucić szmaciskiem z balkonu do kosza. Za trafienie był punkt. Trafieniem nazywało się precyzyjne umieszczenie paskudnego motka w samym środku kosza. Czytaj dalej... "Koszykówka"

5

DCF 1.0

Jabłuszko!! Podstawa pożywnego drugiego śniadania za promieniejącej w rozkwicie, pustoszejącymi półkami komuny. Takie jabłuszko miał każdy, lub prawie każdy. Takie jabłuszko nadawało pompy prozaicznemu, kanapkowemu posiłkowi, a zakąnszanie nim drugiego śniadania stanowiło zwieńczenie owej konsumpcji. Jabłuszka były różne: Ligol, lobo, szara reneta lub choćby nawet sezonowa papierówka, jednak wszystkie odmiany łączy jedna cecha. Po ich spożyciu pozostaje na pozór zbędny ogryzek. Na pozór zbędny, gdyż w epoce naszej podstawówki był to przedmiot niezbędny.

Czytaj dalej... "Jabłuszko"

Nastąpiła przerwa pomiędzy lekcjami, to była długa przerwa, około 12-tej. Mieliśmy lekcje łączone wychowawczą z matematyką, obie prowadziła Pani Kluzowa. Skończyła się lekcja wychowawcza i miała się zacząć matematyki, lecz pomiędzy nimi odbyła się długa, 15-to minutowa przerwa. Stało się tak: Zaraz po dzwonku Pani Kluzowa przy biurku nauczycielskim pozostała, a ją natychmiast otoczyły chmary dziewczynek z pytaniami o swe sukcesy. Zjawisko miało oczywiste znamiona pod lizusostwa pospolitego, lecz stan męski nie zawracał sobie głowy oceną wydarzeń niegodnych uwagi. Nad biurkiem nauczycielskim poczęły padać pytania: "A jak mam z matematyki?", "A jak mam z tego czy z tamtego?", "A co jak tak, czy jak tak?". Czytaj dalej... "Stołeczek"

W zasadzie było nas trzech „oprychów”. Ja o ksywie „Adaś”, Robert Gola o ksywie „Golcia” (urodził się 3 dni wcześniej, nasze Matki były przyjaciółkami z tej samej ulicy Krupniczej) i Boguś Łyszkiewicz ksywa „Łyzia” (nieżyjący już, nieodżałowany lider kultowej kapeli „Chłopcy z Placu Broni”). Czytaj dalej... "Było nas trzech…"

3

Urodziłem się w niewoli pod sowieckim zaborem w roku 1965. Moje pierwsze wspomnienie: Miałem około jednego roku życia i uczęszczając do żłobka wraz ze swoją siostrą bliźniaczką,  a za pośrednictwem naszej Matki jako rodzicielki doprowadzającej do niego, okazało się iż na moim czole pojawiły się czyraki najpewniej za sprawą przeziębienia krwi, a zimy były wen czas niezwykle mroźne! Wobec niebezpiecznego schorzenia, Matka Halinka zaprowadziła mnie na pogotowie celem ich natychmiastowej likwidacji. Czytaj dalej... "Preludium"