Przeskocz do treści

  Pamiętam, że spędzając czas razem z Golcią i moją siostrą Becią w przedszkolu na ul. Szujskiego, jakiś wychowawca żeński zapodał kwestię wśród swoich wychowanków, że jest w tym instytucie organ finansowy zarządzający oszczędnościami swoich wychowanków. SKO (Szkolna Kasa Oszczędności). My małe robaczki zapodawaliśmy jakieś kwoty do tejże kaski na rachunek jakiejś kasjerki - wychowującej, która zapisywała wpłaty na stosownych książeczkach imiennych. Pani kazali, to się oszczędzało! Pieniędzy mieliśmy tyle co nic, ale co miesiąc trzeba było jakąś złotówkę na książeczce oszczędnościowej wpłacać, aby utrzymać konto. Czytaj dalej... "Szkolna Kasa Oszczędności"

  Było to w 88' roku. Byłem wtenczas w głębokim, komunistycznym MON-ie (odbywałem zasadniczą służbę wojskową), w pewnej jednostce wojskowej na południu Kraju. Miałem wtedy słóżbę na kuchni. Z reguły robiłem patrole i ochronę obiektów oraz osób, ale trafiały się takie perełki jak słóżba na kuchni. Wpadłem na kuchnię!! Blisko koryta jest zawsze miło, i tym razem też było miło. Stała tam maszyna do mielenia mięsa, przemysłowy przedmiot maszynowy. Czytaj dalej... "Mięso mielone."

  Przybył węgiel... To dobrze! Tak, w '73-cim przybył węgiel do kościoła Kapucynów. Węgiel przywiozła wywrotka w postaci starego ZYŁ'a. Wykiprowała go pod lukiem piwnicznym kościoła, na jego podwórzu, akurat w momencie kiedy nasza klasa zaczęła katechezę. Ksiądz Pająk rysował coś na tablicy, kiedy kiprywującyjny huk poprzedził krzyk: "Węgiel przyjechał!!!". Ksiądz Pająk zwrócił się do męskiej społeczności klasy, wobec istotnej dla jestestwa klasztoru kwestii: "Kto pomoże?". Do pomocy rzuciliśmy się wszyscy jak jeden mąż z męskiej społeczności spontanicznie! Złapaliśmy za szufle. Jedni zrzucali węgiel w czeluści piwnic klasztornych, inni w tym ja zabierali go w te czeluści piwniczne za pomocą łopat „sercówek”! Dawaliśmy radę! Byłem na przodku. Zabierałem co podawali. Czytaj dalej... "Do Kapucynów węgiel przywieźli!!"

  Jest w Częstochowie ulica Zapałczana! Na tej ulicy znajduje się zakład produkujący zapałki. W tej samej Częstochowie jest ulica Styropianowa! Na tej ulicy znajduje się zakład produkujący styropian. W Prószkowie jest ulica Ołówkowa! Na tej ulicy jest zakład produkujący ołówki. W Krakowie jest ulica Karmelicka! Na niej nie produkuje się nic... Ale jest to ładna ulica na której stoi kamienica, w której mieszkał Boguś zwanym przez nas Łyzią. Z okien mieszkania Łyzi można było precyzyjnie obserwować kościół Karmelitów, od którego ulica powzięła nazwę „Karmelickiej”. Czytaj dalej... "Shuriken"

1

  Kilka lat temu Renatka z równoległej klasy A, na forum pewnego portalu zadała mi pytanie, co sądzę o Pani Janowskiej? Odpowiedziałem koleżance, ale niechętnie. Odpowiedziałem, bo na szczere pytania przyjaciół należy odpowiadać szczerze, ale nie jestem przekonany, czy nasza koleżanka takiego tekstu mojej odpowiedzi oczekiwała, gdyż Pani Janowska nie była wobec nas postacią pozytywną, ale każdy ma własny, subiektywny montaż ocen wobec rejestracji faktów. Czytaj dalej... "Świeża krew"

2

  Nie pamiętam na jakiej ulicy i w którym podwórku, znaleźliśmy motor... ! Co to był za motor, nie pamiętam. Motocykl nie miał silnika, ale dla nas i tak stanowił bardzo cenne znalezisko, które jak zwykle i jak zawsze oczywiście było niczyje, czyli oczywiście jak zawsze nasze! Wobec bogatego doświadczenia w naszych kwestiach odkrywczo motoryzacyjnych, śmiało zaryzykuję tezę, iż odkrywcą tej jednostki jednośladowej był Łyzia. Czytaj dalej... "Motor"