Przeskocz do treści

 23 czerwca 2000 roku jechaliśmy z moją siostrą bliźniaczką Beatą, w dwóch samochodach nad morze celem wakacji. Nagle usłyszałem w radiu, że Boguś nie żyje!! Dzwonię z komóry do siostry. Jechaliśmy i płakaliśmy. Płakaliśmy i jechaliśmy. Bezsporną jest rzeczą, iż przyciąganie ziemskie pasjonuje dzieci w wieku 9 lat i spadająca woda na przechodniów jest dobra, lecz nie specjalnie wyszukana, wręcz bez tej nutki fantazji. Nie ma nic piękniejszego jak spadająca jarzeniówka z 5 pietra. Naprawdę poezja!

Czytaj dalej... "Retrospekcja"

 Dzień roboczy w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau: 
  "Dzień roboczy rozpoczynał się w porze letniej o 4.30, a w porze zimowej o 5.30. Na dźwięk gongu więźniowie wstawali i dokładnie porządkowali izby mieszkalne. Następnie starali się umyć i załatwić potrzeby fizjologiczne, wreszcie napić się „kawy”, lub „herbaty”. Na dźwięk drugiego gongu więźniowie wybiegali na plac apelowy, gdzie ustawiali się według bloków, w rzędach po dziesięć osób. Podczas apelu sprawdzany był stan osobowy obozu. W przypadku nieprawidłowości apel przedłużał się, co  szczególnie w czasie złej pogody  było niezwykle męczące dla więźniów. Po jego zakończeniu padał rozkaz formowania komand roboczych. Wychodzące do pracy grupy więźniów maszerowały przy akompaniamencie muzyki – marszów granych przez orkiestrę obozową.

Czytaj dalej... "Stracił pracę."

2

Oglądałem wen czas z moją Mamą i siostrą bliźniaczą transmisję ze Mszy Świętej na dzisiejszym placu Piłsudskiego, na czarno białym telewizorze Lazuryt 208. Miałem piętnaście lat, ale wiele rozumiałem. Jednak kiedy padły z ust Wojtyły słowa: Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” Zamarłem! A zaraz po tym:  "Mamuś, przecież oni Go zabiją!" - krzyknąłem,.. 

Robi się zimno

 Było to w ubiegłym wieku, ponad trzydzieści lat temu, zaraz po przemianach okrągło stołowych. Otwarły się granice, wcześniej upadł mur berliński. Wtedy zajeżdżałem do Hamburga w celach handlowych, oraz towarzyskich. Mój kolega jubiler z Krakowa, o którym pisałem we wcześniejszych artykułach był charakterystyczną postaci Krakowa. Doskonały fachowiec, i niebywały „tentegesowiec”! Jubiler Bogumił! (imię zmienione na potrzeby artykułu). Za było się tak, że jechać miałem do Hamburga, do swojego przyjaciela Marka (imię zmienione na potrzeby artykułu), który tam miał własny interes gastronomiczny. Często zamawiał za moim pośrednictwem wyroby od Bogumiła, bo były najwyższej jakości, ponadto mógł zamówić konkretny produkt według katalogów zachodnich, a Bogumił wykonywał każdy! Wen czas, Marek poprosił mnie abym przed wyjazdem zabrał od Bogumiła jakieś katalogi biżuterii zachodniej, coby mógł sobie coś wybrać i zlecić Bogumiłowi do wykonania.

Czytaj dalej... "Więzienie"

Zero” - czegoś tam. Ostatnio bardzo często wykorzystywane jest sformułowanie „Zero tolerancji”, „Zero dla...”, „Zero” - dla wszystkiego na potrzeby „Zero”. Najczęściej to „Zero” jest wykorzystywane przez polityków. Jaka jest geneza słowa „Zero”? Określenie „Zero” wywodzi się ze slangu więziennego, tak zwanej „grypsery”. Na przykład: „nietryb” - nie rozumiejący, „kwadrat” - dom, mieszkanie. Słowo „Zero” w grypsie więziennym oznacza coś, czego ma nie być we wszelakim zakresie. „Zero” - nieprzyzwolenie! Za komunizmu rząd mścił się na pospolitych przestępcach po odbyciu kary wcielając ich do wojska, a tym samym „gryps” wtargnął do armii i obywateli z poboru. W efekcie słowo „Zero” dzisiaj wykorzystują politycy nie mając świadomości, że posługują się „grypsem”, rodem ze slangu więziennego!

Prom

Było to w tym wieku. Płynęliśmy promem do Karlskrona w Szwecji. „Było nas trzech, ale jeden przyświecał nam cel...”. Na Bałyku panował sztorm. Rzucało promem niemożebnie, a my spożywaliśmy artykuły płynne przemysłu spirytusowego! Było fajnie. Jeden z kolegów orzekł: „muszę wyjść spalić papierosa!”. Wyszliśmy wszyscy we trzech na pokład promu, aby wspólnie uczestniczyć w projekcie kolegi. Wiało niemożebnie na twarz! Kolega zapalił papierocha, my również dla podtrzymania klimatu! Nagle w tym sztormie okrzyknął: „Muszę się odlać!”. Prom był oświetlony wieloma reflektorami, był jak swoisty sam w sobie reflektor! Kolega podleciał do balustrady, wyciągnął penisa i oddał mocz. Matko Boska, Józef! Jego uryna dostała uderzenie powietrza, i pod światłami promu wybuchła jak przepiękne widowisko świetlane! Był to fajerwerk świetlny! Kolega nie mógł już zatrzymać moczu, więc zapodawał, zasłonił tylko twarz drugą ręką przed zachlapaniem, a oddawał mocz którego nie mógł już powstrzymać! Staliśmy oniemiali, bo tak fantastycznego widowiska nigdy nie widzieliśmy! Było to jedno z najpiękniejszych doznań wizualnych które widziałem!! Brakowało tylko oprawy muzycznej!