Przeskocz do treści

  Było to w 76 roku ubiegłego wieku. Przeprowadziliśmy się ze Śródmieścia do Bronowic na nowe mieszkanie. Miałem wtedy 11 lat, i poznałem nowych kolegów. Tęskniłem za Golcią i Łyzią niepomiernie, oraz klimatami ze Śródmieścia! Ale, nowi koledzy, nowe klimaty! Jeden z moich nowych kolegów zapodawał na kwestiach piłki nożnej i mocno nas w te sprawki wciągał. Mnie piłka nożna nigdy nie pociągała, ale ze społecznością jakoś należałoby się identyfikować! Zapodał nas kolega po całości w tak zwanego „Cymbergaja”. „Cymbergaj” jest grą planszową, równoległą w swej postaci do meczu na prawdziwym boisku piłkarskim. Planszą w „Cymbergaju” jest boisko piłkarskie wielkości mniej więcej stołu kuchennego. Czytaj dalej... "Cymbergaj"

 

Mundur Zucha

Kiedy zapodawaliśmy do naszej szacownej uczelni, poza subtelnymi ewentualnościami edukacyjnymi pozostawał w sprawach jakże przemiły okresik zwany wakacjami! Momenty te spędzaliśmy z moją bliźniaczką, po trochu na Woli Justowskiej u Babci, a trochu na wymyślonych przez naszą Mamę obozach harcerskich i zuchowych jednakoż. W naszej uczelni funkcjonował Szczep "Szarej 7-ki", jednak Halinka jakimś to zadziwionym sposobem wymyśliła sobie inny dla nas Szczep, w innej szkole. Czarną niewiedzą jest dla mnie dlaczego Halinka wymyśliła dla nas inny Szczep mając w naszej szkole swojski pod nosem, domyślam się że mogło tu chodzić o kwestie finansowe, jednak tak czy owak trafiła nam się "Czarna 13-tka" ze szkoły nr. 7 na Szlaku. Czytaj dalej... "Czarna trzynastka"

6

  Było to w połowie września, uczelnia już od dwóch tygodni pracowała na wykładach, kiedy to przed pierwszą lekcją wpada w klasę Łyzia i krzyczy do nas od progu: „Panowie! Znalazłem grób faraona!!!”. Bardzo mnie i Golcię zainteresowała ta informacja, albowiem nie mieliśmy jakiś konkretnych planów na popołudnie tego dnia po wykładach. Próbowaliśmy podczas przerw wydobyć jakieś szczegóły od archeologa, ale nie nachalnie, coby nie zdradzić się rozmowami pośród zazdrosnymi podsłuchiwaczami miejsca spoczynku mumii Króla Egiptu unurzanej w złocie i wszelakich kosztownościach o niebywałej wartości materialnej i historycznej! (ta historyczna mniej nas interesowała – przypis autora).

Czytaj dalej... "Dolina Królów na Manifestu Lipcowego."

  Kiedy z „Łyzią” rozmawiałem w ogródku knajpy pod Baranami, zapodawał, iż chce pojechać do USA. Było to chyba w 1999 roku ubiegłego wieku. Wcale mnie to nie zdziwiło, gdyż znając Łyzię od dziecka wiedziałem o Jego pasji amerykańskiej. Na każdych dziecięcych imprach przebierańczych Łyzia pojawiał się w stroju kowbojskim z przepięknym rewolwerem, którego Mu zazdrościliśmy, a w zeszytach rysował Indian i kowbojów, często przerysowywanych przez nas. Łyzia pojechał do USA i podobno zjechał Je całe w 2000 roku, i w tym powrócił do Kraju. Kiedy z siostrą 23 czerwca 2000 roku podróżowaliśmy nad Morze Bałtyckie, usłyszałem w radiu info o śmierci Bogusia! Czytaj dalej... "Łyzia"

  Grzesiek chyba jako jedyny z klasy „A”, zapodawał kontakt z naszą klasą „B”, oczywiście na korytarzach, na przerwach i po lekcjach. Podobno u nas działo się więcej. W sumie lubiliśmy się, ale coś nas poróżniło tylko w jednej kwestii, jakiejś dupereli. Sprawa nie była pilna i błaha, ale spotkałem Grześka na schodach naszej uczelni, i jak się mijaliśmy na półpiętrze, złapałem Go za ramię co by wyjaśnić sytuację. Niefart! Tak niezręcznie, że oderwałem Mu rękaw z mundurka, wtedy o wdzięcznej, komunistycznej nazwie "chałat". Czytaj dalej... "Grzesiek z klasy „A”"

  A po „Emausie” w 73', każdy z nas miał jakąś „klamkę” blaszaną nabytą na straganie odpustowym, i amunicję do niej w postaci korków. W szkole zmówiliśmy się, że "postrzelamy się" na tyłach Parku im. Jordana. Wypadło nieopodal stadionu Wisły (kiedyś tam mieliśmy "dziuplę" naszej bandy BPK). To było parę dni po Świętach Wielkanocnych, wiec już huki świąteczne ucichły. Stawiliśmy się tam zbrojnie i dawaj walić na potęgę! Było nas kilku. Łyzia, Golcia, ja, i jeszcze paru bojowników, stąd nasza kanonada była bardzo realna. Jak pamiętam te realia w dźwięku były zaskakująco słuszne. Wypukaliśmy się w kilka minut, to co? …to ruszyliśmy do innych kwestii.

Czytaj dalej... "Niezłomni"