Przeskocz do treści

Mostek

Było to w tym wieku chyba w roku 2005-tym w Otwocku, a gazety regionalne obszernie rozpisywały się wen czas o tym wydarzeniu. Było tak, że pod koniec lata na terenie Otwocka odbywała się impreza prywatna. Około godziny 23-ej zabrakło produktów przemysłu spirytusowego. Jeden z członków zabawy zadeklarował się, iż pomknie celem nabycia zasobów, aby imprę kontynuować. Wsiadł zatem naprany jak działo do czerwonej Hondy Civic, i pomknął nią do najbliższej stacji benzynowej celem uzupełnienia brakujących zasobów alkoholowych na potrzeby imprezy.

Czytaj dalej... "Mostek"

 

Kiedy zostałem zaszczytnie wcielony do: "Bractwo Kurkowe Strzelców Czarnoprochowych Straży Zamkowej w Czersku", zapoznałem się z jego "hymnem". Póżniej rotę "hymu" przejęły inne bractwa. Po prwdzie hymn powinno się śpiewać na baczność, więc "hymn" bracki nie jest hymnem, a obowiązkową pieśnią podczas spotkań brackich. "Hymn" nie jest mojego autorstwa, a wielu autorów, dlatego zamieszczm go w znakach w cudzysłowiu:

Czytaj dalej... "Hymn bracki"

 Plan zdjęciowy

  Była taka restauracja w Warszawie „Sowa i przyjaciele”. Zasłynęła za sprawą podsłuchów polityków, którzy chętnie posilali się w jej wnętrzu „biznes lanczami”. Co ciekawe obszar tego już nie istniejącego przybytku, chętnie był wcześniej, kiedy funkcjonował, wykorzystywany był w celu planów zdjęciowych do filmów i seriali. W kilku produkcjach na tym obiekcie brałem udział. Wnętrze nie było wyszukane, ale godziwe. Całość sali konsumpcyjnej pod pełną kontrolą elektroniczną, czyli każdy kelner ma swoje stoliki, a zamówienia realizuje drogą łączności wewnątrz systemową. Po przyjściu do pracy kelner musiał się zalogować do systemu podając swoje imię i hasło. Pewnego razu mieliśmy zdjęcia w „Sowa i przyjaciele”. Obiekt wynajęty, pusty. Stoję wtedy, i czekam.

Czytaj dalej... "Sowa"

 23 czerwca 2000 roku jechaliśmy z moją siostrą bliźniaczką Beatą, w dwóch samochodach nad morze celem wakacji. Nagle usłyszałem w radiu, że Boguś nie żyje!! Dzwonię z komóry do siostry. Jechaliśmy i płakaliśmy. Płakaliśmy i jechaliśmy. Bezsporną jest rzeczą, iż przyciąganie ziemskie pasjonuje dzieci w wieku 9 lat i spadająca woda na przechodniów jest dobra, lecz nie specjalnie wyszukana, wręcz bez tej nutki fantazji. Nie ma nic piękniejszego jak spadająca jarzeniówka z 5 pietra. Naprawdę poezja!

Czytaj dalej... "Retrospekcja"

 Dzień roboczy w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau: 
  "Dzień roboczy rozpoczynał się w porze letniej o 4.30, a w porze zimowej o 5.30. Na dźwięk gongu więźniowie wstawali i dokładnie porządkowali izby mieszkalne. Następnie starali się umyć i załatwić potrzeby fizjologiczne, wreszcie napić się „kawy”, lub „herbaty”. Na dźwięk drugiego gongu więźniowie wybiegali na plac apelowy, gdzie ustawiali się według bloków, w rzędach po dziesięć osób. Podczas apelu sprawdzany był stan osobowy obozu. W przypadku nieprawidłowości apel przedłużał się, co  szczególnie w czasie złej pogody  było niezwykle męczące dla więźniów. Po jego zakończeniu padał rozkaz formowania komand roboczych. Wychodzące do pracy grupy więźniów maszerowały przy akompaniamencie muzyki – marszów granych przez orkiestrę obozową.

Czytaj dalej... "Stracił pracę."

Warszawa - agregat

  Wydawać by się mogło, iż kreatorem rzeczywistości w filmie jest scenarzysta, scenograf, reżyser. Podobno to Oni są twórczy i fantazyjni. Można by na tym poprzestać, gdyby na planie filmowym nie pomykała swoista rzeczywistość planu, ubarwiona o kreację poszczególnych jednostek osobowych w jego obszarze. Takim przykładem i fenomenem odbicia się od rzeczywistości czasu i miejsca, jest agregat prądotwórczy mający za cel zasilenie planu filmowego w prąd. Było to w tym wieku XXI – ym. Mieliśmy w dniu jutrzejszym zdjęcia z samego rana na ul. Wybrzeże Gdyńskie na dole Mariensztatu, w okolicach nabrzeży Wisły.

Czytaj dalej... "Agregat"