Przeskocz do treści

Opowiedział mi tą historię mój kolega z planu, jak film robiliśmy. Było to w tym wieku, może około roku 2001-ego? Wen czas On zapodawał po Warszawie jako młody fachowiec filmowy. Roboty miał sporo, bo ogarnięty był. Zapoznał On dziewczynę z okolic Warszawy, czyli ładną, a robotną dziewuchę ze wsi. Znajomość Ich trwała dość długo aby domniemywać, że zakończy się ślubem kościelnym z wiankiem na skroni niewieściej. Mój kolega miał na imię Mietek (imię zmienione na potrzeby artykułu), a jego oblubienicą była Basia (imię zmienione na potrzeby artykułu). Zakochany Mietek często pomykał do gospodarstwa rodziców Basi, aby się z Nią spotkać. Doszło do tego, że Mietek począł nocować w gospodarstwie przyszłej żony, co stanowiło chyba deklarację ożenku!

Czytaj dalej... "Obietnica"

 

All-focus

Mniejsze, ale ważne zagrożenie stanowią tak zwane „Znikające stołeczki”. To takie stołeczki, które były ale już ich nie ma. Jest to zjawisko którego świadom powinien być nie tylko mikrofoniarz, ale każdy członek ekipy filmowej. Praca na planie jest z reguły bardzo męcząca i wymaga pokonywania wielu kilometrów przebytych w czynnościach zawodowych, stąd zmęczenie często daje się we znaki. Ukojenie stanowią momenty w których można zasiąść choćby na chwilę, na jakimś stołeczku, dając „oddech” zmęczonym nogom. Wszystko jest w porządku do kiedy członek ekipy filmowej odpoczywa siedząc sobie wygodnie. Jeśli wstanie, również jest wszystko w porządku. Problem jednak może zaistnieć kiedy postanowi na powrót zasiąść na stołeczku, albowiem pomiędzy powstaniem a ponownym siadem, innemu członkowi ekipy rzeczony stołeczek mógł być przeszkadzać, więc go przestawił w inne miejsce. Wen czas nieszczęśnik usiądzie na stołeczku który już nie istnieje, a przynajmniej nie w tym miejscu w którym przebywał jeszcze przed chwilą. Sytuacja taka kończy się dotkliwym upadkiem, z narażeniem na nieszczęśliwy wypadek!

Czytaj dalej... "Znikające stołeczki, czyli jak wygląda praca na planie filmowym"

All-focus

  W rankingu zagrożeń na drugim miejscu postawię stołeczki i im podobne. W pracy asystenta reżysera dźwięku wymagającej pracy z wykorzystaniem tyczki, stołeczki są zagrożeniem ponad podstawowym i każdy asystent powinien być w tej kwestii bardzo wrażliwy! Kiedy w górnej ramce kadru ukazuje się sam mikrofon sprawa jest oczywista, jednak zdarza się często sytuacja że róg kadru „przecina” ramię tyczki. W większości takich momentów doświadczonemu asystentowi „czującemu” kadr, udaje się „uciec” z ramieniem przed widzeniem obiektywu, lecz bywa i tak że jest to niemożliwe bez podniesienia podstawy tyczki u której dzierży ją asystent. W takiej okoliczności następuje konieczność aby pracujący tyczką mikrofoniarz stanął na odpowiednim podwyższeniu. Do tego celu służą tak zwane „skrzynki”. Skrzynka jest to solidny i stabilny sześcian, w ideale posiadający większą podstawę od płaszczyzny wierzchniej. Ni mniej ni więcej przypominający ścięty ostrosłup. Taki kształt uniemożliwia przewrócenie się skrzynki pod mikrofoniarzem na niej stojącym. Każdy plan filmowy powinien być w takie skrzynki wyposażony, lecz asystent reżysera dźwięku nie może mieć złudzeń, że zawsze będzie Mu dostępna do dyspozycji profesjonalna skrzynka. Dlatego asystent powinien domagać się takiego wyposażenia planu, ale również wykazać pewną „plastyką”. Jak wiadomo na planie filmowym pracuje się szybko i kiedy nagle zachodzi konieczność podniesienia mikrofoniarza, natychmiast pojawiają się „życzliwi” proponujący wszelakie przedmioty na które asystent miałby nastąpić od stołeczków, zydelków, taborecików przypadkowego pochodzenia po foteliki, stoliczki lub cokolwiek co jest pod ręką albo rzuciło się w oko. Przestrzegam przyszłych asystentów przed poddaniem się owej choćby szczerej życzliwości.

Czytaj dalej... "Bezpieczeństwo – podwyższenie"

bezpieczeństwa

Słysząc słowo „mikrofoniarz”, nie odczuwa się zbytnich emocji  fonetycznie i nie budzi ono lęku, a nawet niepokoju. Jednak większość zawodów posiada charakterystyczne dla własnej branży niebezpieczeństwa występujące podczas pracy, tak i zawód mikrofoniarza również. Zacznę od niebezpieczeństw najważniejszych, czyli zagrażających zdrowiu lub życiu, następnie przejdę do niebezpieczeństw błahszych, aby skończyć na niebezpieczeństwach uszkodzenia sprzętu. W jednej ze znanych stacji telewizyjnych „chłopaki” wymyśliły powiedzenie: Bądź czujny jak pies podwójny!”. Powiedzenie to potem zmutowało na ostateczną swą formę: „Bądź czujny jak pies potrójny!”. Brzmi śmiesznie, ale jest w nim dużo prawdy, gdyż to właśnie brak czujności może pozbawić mikrofoniarza życia w ułamku sekundy, lub spowodować Jego ciężkie kalectwo, albo wpędzić Go do więzienia! 

Czytaj dalej... "Bezpieczeństwo – prąd"

1

Prawo
  1. Jeżeli ktoś biega po planie filmowym na pewno się zabije, to tylko kwestia czasu.

  2. Jeżeli ktoś biega po planie filmowym a mimo to się nie zabije, oznacza to że w innej ekipie filmowej, ktoś inny zabije się dwukrotnie.

  3. Jeżeli jakiś członek ekipy filmowej wszedł w posiadanie słusznego powodu aby zelżyć operatora, musi to uczynić.

  4. Jeżeli jakiś członek ekipy filmowej, który wszedł w posiadanie słusznego powodu aby zelżyć operatora i nie uczynił tego, wtedy operator zelży jego za swe własne błędy.

  5. Żadna ekipa filmowa nie jest wolna od idioty.

  6. Jeżeli jakaś ekipa filmowa jest wolna od idioty, oznacza to, że w innej ekipie filmowej idiotów jest więcej.

  7. Jeżeli w jakiejś ekipie filmowej idiotów jest więcej niż jeden, nie pracuj w niej, gdyż możesz zacząć biegać po planie filmowym.

  8. Jeżeli w jakiejś ekipie filmowej znajduje się operator z ambicjami, oznacza to że nie jest to ekipa wolna od idioty.

  9. Jeżeli w jakiejś ekipie filmowej zdarzy się obecność dwóch ambitnych operatorów, oznacza to że biuro się pomyliło albo że ten drugi szkoli się aby w przyszłości infekować sobą inne ekipy filmowe.

  10.  Jeżeli na planie filmowym jest wesoło, oznacza to iż praca tego             dnia będzie trwała bardzo długo.
  11. Czytaj dalej... "Filmowe Prawo Murphy’ego"

światła

  Kiedy wspomina mi się ta historia, spina mnie pośladki, bo mogło być „grubo”. Mawia się: „Z małej kropli, duży deszcz”, a w tym zdarzeniu mogło tak być.

  A było to w tym wieku, dwudziestym pierwszym, gdzieś nieopodal roku 05 -tego. Pracowałem wtedy w agencji reklamy obsługującą centralną część Polski. Głównie Warszawa z przyległościami. Poruszałem się wtedy po Warszawie służbowymi środkami transportu motoryzacyjnego w postaci aut renomowanych marek obrendonowanych (oklejonych w logo firmy - przypis autora), celem kontaktów z jej klientami.

  Pewnego dnia wydarzyła się sytuacja, że musiałem pojechać do klienta zabierając ze sobą grafika komputerowego, aby klientowi wytłumaczył zawiłości problematyki w tej konkretnej kwestii dotyczącej sprawy. Z grafikiem znałem się osobiście, byliśmy kolegami. Zresztą, w tamtym okresie często zapodawałem do klientów za wspomogą grafików, bowiem znając technologię druku, nie miałem wiedzy w tematach montażu komputerowego. Tak, czy owak pomykamy ja i montażysta w kierunku - klient. Ja prowadzę wypasiony wehikuł motoryzacyjny, obok zasiada grafik

Czytaj dalej... "Ładna Pani"