Przeskocz do treści

Obietnica

Obietnica

Opowiedział mi tą historię mój kolega z planu, jak film robiliśmy. Było to w tym wieku, może około roku 2001-ego? Wen czas On zapodawał po Warszawie jako młody fachowiec filmowy. Roboty miał sporo, bo ogarnięty był. Zapoznał On dziewczynę z okolic Warszawy, czyli ładną, a robotną dziewuchę ze wsi. Znajomość Ich trwała dość długo aby domniemywać, że zakończy się ślubem kościelnym z wiankiem na skroni niewieściej. Mój kolega miał na imię Mietek (imię zmienione na potrzeby artykułu), a jego oblubienicą była Basia (imię zmienione na potrzeby artykułu). Zakochany Mietek często pomykał do gospodarstwa rodziców Basi, aby się z Nią spotkać. Doszło do tego, że Mietek począł nocować w gospodarstwie przyszłej żony, co stanowiło chyba deklarację ożenku!

Gospodarstwo przyszłego teścia było na terenach wcześniejszego zaboru rosyjskiego, co przez 123 lata odbiło się na nich ewoluując w specyficzny wygląd. W gospodarstwach na byłych terenach zaborów pruskiego czy austriackiego, dostrzec można jakąś schludność, uporządkowanie, dbałość o kosztowne narzędzia czy urządzenia, ale także całość majątku nosi znamiona względnego porządku. Lecz w małych, „tradycyjnych” gospodarstwach z byłych terenów zaboru rosyjskiego panuje rażący chaos niegospodarności, niedbalstwa technicznego i braku podstaw higieny wokół nich, a ich właściciele nawykli od pokoleń do takiego stanu żyją w szczęściu i weselu uważając, iż tak właśnie gospodarka na roli wygląda, a słowa im nie powiesz bo złość i niezrozumienie będzie. Gospodarstwo przyszłego teścia mojego kolegi Mietka wyglądało tak: Pośród pól uprawnych i pastwisk był spory plac gospodarczy w obrysie kwadratu. Do północnej ściany kwadratu „doklejony” stał budynek mieszkalny z przyległościami typu drewutnia, garaż. Po prawej stronie placu była obora na trzodę chlewną, stajnia na dwa konie i krzaki w których przebywał porzucony sprzęt rolniczy mocno rdzewiejący od paru sezonów. Po lewej stronie krawędzi placu stała stodoła, kurnik i krzaki w których przebywał porzucony sprzęt rolniczy mocno rdzewiejący od paru sezonów. Na przeciw domu mieszkalnego znajdował się przepięknej urody widok na część włości gospodarki czyli pola kapusty i ziemniaków oraz na sprzęt rdzewiejący to tu, to tam. Pośrodku placu, przed domem mieszkalnym wykopany był dół w obmurowaniu na wysokość ze pół metra ponad powierzchnię placu, przeznaczony na tak zwany obornik czyli odchody zwierzęce z obory i stajni wypełniony nawozem „po uszy”. Wokół latała niebywała ilość much które uwielbiały wlatywać do budynku mieszkalnego, ze szczególnym naciskiem na kuchnię. W miejscu tym panował tak niebywały smród, że nozdrza zwykłego człowieka przyprawiały go o zawrót głowy, a natrętne muchy chciały aby zakopał się pod obornik. Razu pewnego przyjechał Mietek do Basi, na gospodarkę przyszłego teścia. Nie można powiedzieć nic złego, bo było bardzo miło. Były nóżki wieprzowe w galarecie, rosół z kogucika, podgardle w borowikach i własnego wyrobu godziwy bimber na bidę 50%! Mietek z teściem jedli dużo, ale zapijali też nie za kołnierz. Było już dobrze, słonko zachodziło za horyzont, mocno „strzelony” już teść zamówił do Mietka: „Wyjdziem na peta i pogadam”. Wyszli. Stanęli na przyzbie, odpalili po papierosie, a z przyzby otwarł się przed nimi widok po całości gospodarstwa. Teść sztachnął się dogłębnie, wypuścił dym z „miechów”, zawiesił dłoń na ramieniu Mietka, i orzekł filozoficznie, trochę melancholijnie: „Widzisz synu? Kiedyś to wszystko będzie twoje”! Mietkiem te słowa tak wstrząsnęły, że ożenił się z kimś innym. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *