Przeskocz do treści

Znikające stołeczki, czyli jak wygląda praca na planie filmowym

 

All-focus

Mniejsze, ale ważne zagrożenie stanowią tak zwane „Znikające stołeczki”. To takie stołeczki, które były ale już ich nie ma. Jest to zjawisko którego świadom powinien być nie tylko mikrofoniarz, ale każdy członek ekipy filmowej. Praca na planie jest z reguły bardzo męcząca i wymaga pokonywania wielu kilometrów przebytych w czynnościach zawodowych, stąd zmęczenie często daje się we znaki. Ukojenie stanowią momenty w których można zasiąść choćby na chwilę, na jakimś stołeczku, dając „oddech” zmęczonym nogom. Wszystko jest w porządku do kiedy członek ekipy filmowej odpoczywa siedząc sobie wygodnie. Jeśli wstanie, również jest wszystko w porządku. Problem jednak może zaistnieć kiedy postanowi na powrót zasiąść na stołeczku, albowiem pomiędzy powstaniem a ponownym siadem, innemu członkowi ekipy rzeczony stołeczek mógł być przeszkadzać, więc go przestawił w inne miejsce. Wen czas nieszczęśnik usiądzie na stołeczku który już nie istnieje, a przynajmniej nie w tym miejscu w którym przebywał jeszcze przed chwilą. Sytuacja taka kończy się dotkliwym upadkiem, z narażeniem na nieszczęśliwy wypadek!

Zaobserwowałem kilka takich wydarzeń i na szczęście kończyły się one kupą śmiechu, lecz naciskam aby nie bagatelizować tego zjawiska, gdyż jest bardzo niebezpieczne. Znam przypadek w którym pewna dziewczyna pracująca w ekipie filmowej usiadła na szklance postawionej nierozważnie przez kogoś na stołku. Tylko szybka pomoc medyczna uratowała Ją przed wykrwawieniem się na śmierć! Oczywiście na wszystko znajduje się jakaś rada, tak i na to zjawisko jest lekarstwo. Należy wyrobić w sobie nawyk kontrolowania za każdym razem, czy przedmiot na którym chce się usiąść istnieje, i czy aby nie znajduje się na nim niepożądany element pozostawiony przez nierozważnego osobnika. Nie ważne jest czy wstało się na chwilę, czy na trzy sekundy, dwie lub jedną. Stołek może zniknąć w ułamku sekundy, więc za każdym razem należy się upewnić czy jeszcze istnieje w miejscu, w którym się myśli że istnieje. Zjawisko „znikającego stołeczka” szczególnie niebezpieczne jest dla asystenta reżysera dźwięku, kiedy pracuje bezpośrednio na planie z użyciem tyczki mikrofonowej. Chodzi bowiem po prostu o to, że ma zajętą jedną lub nawet obie ręce sprzętem na którym pracuje i w razie upadku możliwości minimalizowania jego skutków ograniczone ma do bliskości zera. Ktoś może zadać pytanie: „No, dobrze ale czy mikrofoniarz nie może puścić tyczkę i łapać się czego popadnie, lub amortyzować swą fizyczność wolnymi już wtedy rękoma?”. Odpowiem na to hipotetyczne pytanie. Otóż dla asystenta reżysera dźwięku, tyczka z mikrofonem jest takim samym narzędziem pracy, jakim dla operatora kamery – kamera, dla fotografa – aparat fotograficzny, a dla pisarza – komputer. Dla każdego z nich fakt uszkodzenia podstawowego narzędzia pracy podczas jej wykonywania, stawia znak zapytania nad sensem w ogóle jej podjęcia. Naturalnie nie ma tak kosztownego sprzętu, który byłby więcej wart niż zdrowie człowieka, jednak nie jest to kwestia rachunków. Oczywiście w chwili upadku pisarz może cisnąć komputerem, operator kamerą, fotograf aparatem, a asystent mikrofonem. Ale prawda jest taka, że żaden z nich tego nie zrobi! Matka mojego serdecznego przyjaciela ugotowała niegdyś przepyszną wczesnosezonową zupę botwinkową. Ugotowała jej dość spory gar i co by się nie skwasiła, postanowiła schłodzić zupę na balkonie. Człapiąc z garem na balkon, poślizgnęła się na progu i gruchnęła niemożebnie, tłukąc się dotkliwie. Zupy nie puściła ratując ją z narażeniem zdrowia, a może nawet życia. Czyżby odrobina pietruszki i garść młodych buraków warte były ryzyka? Nie warte, ale tak samo Ona nie puściła gara, jak mikrofoniarz nie puści mikrofonu, a fotograf aparatu. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *