Przeskocz do treści

Ładna Pani

światła

  Kiedy wspomina mi się ta historia, spina mnie pośladki, bo mogło być „grubo”. Mawia się: „Z małej kropli, duży deszcz”, a w tym zdarzeniu mogło tak być.

  A było to w tym wieku, dwudziestym pierwszym, gdzieś nieopodal roku 05 -tego. Pracowałem wtedy w agencji reklamy obsługującą centralną część Polski. Głównie Warszawa z przyległościami. Poruszałem się wtedy po Warszawie służbowymi środkami transportu motoryzacyjnego w postaci aut renomowanych marek obrendonowanych (oklejonych w logo firmy - przypis autora), celem kontaktów z jej klientami.

  Pewnego dnia wydarzyła się sytuacja, że musiałem pojechać do klienta zabierając ze sobą grafika komputerowego, aby klientowi wytłumaczył zawiłości problematyki w tej konkretnej kwestii dotyczącej sprawy. Z grafikiem znałem się osobiście, byliśmy kolegami. Zresztą, w tamtym okresie często zapodawałem do klientów za wspomogą grafików, bowiem znając technologię druku, nie miałem wiedzy w tematach montażu komputerowego. Tak, czy owak pomykamy ja i montażysta w kierunku - klient. Ja prowadzę wypasiony wehikuł motoryzacyjny, obok zasiada grafik

- kolega. Jedziemy od Piaseczna najsamprzód ulicą Puławską, ale potem „wklejamy” się w aleje Niepodległości, kiedy na skrzyżowaniu w Mokotowie Górnym, róg alei Niepodległości i ul. Madalińkiego zatrzymuje mnie czerwone światło. Stanąłem na wewnętrznym pasie, a z prawa po zewnętrznym nadjechał samochód i zatrzymał się równo obok, bo światło mieliśmy czerwone. Stoimy oczekując zieleni. Nagle z oczekiwania wyrwał się grafik: „Ty popatrz jaka fajna laska zasiada w tym samochodzie”! Spojrzałem w prawo, ale nic nie widzę bo prawy słupek mnie zasłania to pole widzenia, więc odpowiadam grafikowi: „Nic nie widzę, bo prawy słupek mnie zasłania”! „To wysuń się ociupinkę, a zobaczysz ją” - odpowiedział grafik. Ruszyłem samochód o trzydzieści centymetrów i zobaczyłem Ją! Była piękna i rozmawiała przez komórkę. Lecz widocznie mój ruch o trzydzieści centymetrów odebrała jako światło zielone, bo pomknęła w skrzyżowanie bez oznak jakiegokolwiek strachu! Pociemniało mi w oczach, którymi siłami wyobraźni ujrzałem katastrofę komunikacyjną o krwawej konsekwencji. Jednak tak się nie stało. Pani jakimś niepojętym cudem przejechała przez skrzyżowanie bezkolizyjnie udając się w kierunku swego celu, nie mając świadomości że o śmierć się otarła. Zostaliśmy na skrzyżowaniu oniemiali oglądając jej odjeżdżający samochód, i auta z którymi miała się „spotkać” pomykające z prawa do lewej, i z lewej do prawej. Ocknął nas klakson z tyłu! Zielone się rozpaliło! Ruszyliśmy więc do klienta, bo sprawę miał kontrowersyjną względem grafiki komputerowej reklamy jego firmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *