Przeskocz do treści

Szus

Zima

  Było to w ubiegłym wieku, około roku 1982. Wtedy w sezonach zimowych wszyscy z mojego środowiska, uprawiali splendor'ną formę wypoczynku czynnego – narciarstwo! Co więcej, był to niebywały blichtr. W tych zamierzchłych czasach słabo było o jakąś „adrenalinkę”, której dzisiaj jest pod dostatkiem! Dzisiaj można skoczyć na gumie z mostu, latać lotnią, skakać ze spadochronem, wygłupiać się na rowerach, strzelać kulami gumowymi lub z farbą do siebie, skakać po elementach infrastruktury miejskiej na nogach lub rowerze etc. W ubiegłym wieku było ubożej. W zimie jeździło się na nartach, w lecie pływało na basenach. Oczywiście wyjazd zimowy na narty był dużo droższy, jednak jeżeli chciało się pomykać w środowisku, trzeba było liczyć się z kosztami!  W Zakopanem nie było jak dzisiaj, że tłum ludzi ociera się o siebie. Na ul. Krupówki było w miarę pusto, a od czasu do czasu spotykało się jakiegoś znajomego. Kilka razy spotkałem na Krupówkach Bogusia Łyszkiewicza (lider zespołu ,,Chłopcy z placu broni” - przypis autora) z którym siedziałem w ławce szkolnej na przemian z Robertem Golą, moim przyjacielem od urodzenia. Mijaliśmy się z Bogusiem i innymi znajomymi na Krupówkach, na zasadzie: „Cześć, Cześć!”, jakbyśmy się na ulicy Szewskiej mijali! No przecie prawie wszyscy byliśmy w zimie w Zakopanem, więc nie trudno było się o siebie zderzyć. Tak czy owak, jestem wen czas na stoku Goryczkowa u wierzchołka Kasprowego na nartach. Po uprzednim zjeździe, wyciąg orczykowy wyekspediował mnie na górę stoku, kiedy widzę, że jakaś kobieta leży i krzyczy z bólu! Opuściła jakoś wyciąg nieostrożnie, i skręciła prawą nogę. Pojawili się GOPR-owcy z tobogan'em. Zapakowali kobietę w czeluść urządzenia, zapieli Ją pasami i zasunęli pokrowiec zamkiem błyskawicznym po całości wraz z twarzą, bo tak nakazują procedury. Zjechałem na dół stoku i ogarniam się coby pod wyciąg się podłączyć aby relaks zimowy kontynuować, kiedy od spodu stoku obserwuję, że GOPR-owcy jeszcze się nie ogarnęli z tą poszkodowaną w tobogan. Nagle dostrzegam z dołu, że tobogan niebezpiecznie zmienia samoistnie kwestię swojego położenia na kierunek jazdy w dół! Procedury mówią, że tobogan w akcji nie może pozostać bez kontroli, czyli musi go mieć w rękach przynajmniej jeden ratownik. Niestety wen czas ktoś złamał procedury, bo i jeden, i drugi GOPR-owiec nie zdążyli złapać go, a ten pomknął z poszkodowaną swoim życiem w dół stoku! Biada, oj biada! Poleciał tobogan ślizgiem niemalże lotnym, bardzo słabo przyklejonym do podłoża. Po prawdzie to on właściwie pofrunął, delikatnie odbijając się od śniegu na stoku. Zamarłem. Tobogan leciał w moją stronę w dół Goryczkowej! Za nim mknęli wystraszeni GOPR-owcy „na krechę” co by go dogonić! Nie dawali rady, bo tobogan był szybszy, gdyż ulatywał w powietrzu, a osiadał sporadycznie na śniegu coby się od niego odbić, i nadal w przestworzach przemierzać największe odległości nieosiągalne dla nawet wprawnych i doświadczonych GOPR-owców... Nie wiem jak na dole Goryczkowej jest teraz, ale wtedy poza drzewami porastały ją krzaki gęste niebywale. Minął mnie tobogan z poszkodowaną i wpadł w krzaki omijając szczęśliwie wszystkie drzewa, a ta gęstwina krzaków wyhamowała go do prędkości zerowej. Tobogan z kobietą wewnątrz stanął w tych krzakach. Odpiąłem buty z nart, i człapię w śniegu do tobogan, ale GOPR-owcy byli szybsi. Odkryli zakrytą twarz poszkodowanej, a jeden zapytał: „Czy wszystko w porządku?”. Poszkodowana odpowiedziała: „Ale Panowie świetnie jeżdżą!”.

  Naleciało mi wtedy mnóstwo śniegu do butów, i za kołnierz. Zjechałem z Kasprowego, a na dole uświadomiłem sobie, że przecież ja tego nienawidzę! Od tamtej pory nie zapiąłem nart na nogi, i wcale za tym nie tęsknię. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *