Przeskocz do treści

Waldorf

gołębie na Rynku

  Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem wydawało mi się, że na Świecie nie ma ludzi bardzo głupich. Oczywiście miałem świadomość, iż występują stany chorobowo – umysłowe w jednostkach społeczeństwa, ale nie miałem styczności bezpośredniej z takimi osobami. Do czasu! Było to dwadzieścia lat temu. Pracowałem wen czas z człowiekiem o imieniu Waldorf (imię zmienione na potrzeby artykułu - przypis autora). U Waldorfa na balkonie zagnieździły się gołębie. Żona Waldorfa robiła Mu zarzuty, iż na ich balkonie gniazda zakładają gołębie brudząc stan balkonu! Kazała Mu te gniazda po prostu usunąć, wraz z gołębiami! Co ważne gołąb, ten popularny w miastach i wydawało by się wszechobecny, jest ptakiem zagrożonym wyginięciem, i pod ochroną prawną w Prawie Polskim! Jest to gołąb skalny, który występuje już tylko na terenach miejskich, upatrując swoje siedziby w wysokich wieżowcach przypominających skalne bytowanie. Jakiekolwiek uprzykrzanie im jestestwa jest zagrożone karą mandatu w wysokości 500 zł , a nagminna działalność przeciw nim, sprawą sądową!

Waldorf, naprzeciw prawu, zapakował gniazda i gołębie do kartonu, a pojechał na Wolę Justowską, chyba oddaloną o dwadzieścia kilometrów od zamieszkiwania Waldorfów. Tam gniazda z gołębiami z kartonów wyrzucił! Z telefonu komórkowego zadzwonił do swojej żony informując ją: „Gniazda wyrzuciłem i gołębie, jadę do domu!”. Jego żona odpowiedziała: „Już są z powrotem wraz z elementami gniazd! Budują je na powrót!”. Waldorf opowiedział mi tą sytuację w pracy. Zadałem Waldorfowi pytanie: „Czy Ty nie wiesz, że gołębie zawsze wracają do swoich miejsc? Że gołąb skalny jest najbardziej honorowanym medalami stworzeniem za zaszczytną służbę wojskową wśród innych zwierząt? Że jest konkurencja sportowa: <<Wypuść swojego gołębia, a może wróci do gniazda po 2 tysiącach kilometrów?>>”. Zatkało Go! Odpowiedział: „Nie przyszło mi to do głowy!”. Zwykły idiota! Stałem kiedyś na przystanku Busów we Wieliczce zimą siarczystą, oczekując na jakikolwiek rodzaj transportu do Krakowa. Spieszyłem się do pracy. Przymarzałem do gleby, kiedy zauważyłem charakterystyczny pojazd - bordowy „Polonez” Waldorfa! Wyrwałem się machając oburącz, i krzyczę: „Waldorf! Zatrzymaj się!”. Przejechał Waldorf swym Polonezem, nie zatrzymał się. Wchodzę do miejsca pracy mocno wyziębiony, a tam zastaję rozanielonego Waldorfa. Kiedy mnie zobaczył, w euforii zakomunikował: „Robert! Przejeżdżałem przez Wieliczkę, a tam na przystanku stał twój sobowtór, nawet tak samo był ubrany!”. Kompletny idiota! Zadałem mu pytanie: „A nie wpadłeś na pomysł, że to mogę być ja?”. Odpowiedział zaskoczony: „A co ty robiłeś we Wieliczce?”. Odparłem: „Stałem na przystanku kretynie!”. Załatwiając sprawy firmowe w Jastarni, minąłem się z Waldorfem i Jego rodziną, na głównym deptaku poza sezonem. Pusto było niebywale. Odwróciłem się i zapodaję ustnie: „Waldorf, czy ty mnie nie rozpoznajesz?”. Waldorf odrzekł: „Tak mi się zdawało że to ty, ale co ty tutaj robisz?”. Odpowiedziałem: „W zasadzie nic, skaczę i tańcuję idioto!”. ...sami się rodzą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *