Przeskocz do treści

Klucz Łyzi

Był chyba rok 1973 ubiegłego wieku, kiedy nagle przyszła moda na strzelanie z kluczy. Strzelanie z kluczy polegało na tym, że w kluczu jest dziura, jak lufa. Należało do tej dziury napchać siarki z zeskrobanych zapałek i zatkać ją gwoździem o podobnej średnicy. Wiązało się klucz z gwoździem sznurkiem i zamachem uderzając od strony gwoździa na przykład o ścinę, następował wystrzał. Im większy efekt się uzyskało, tym większa była nobilitacja w środowisku młodzieży podstawowej naszej uczelni! Wtedy Łyzia przyprowadził klucz od strychu swojego domu, który wisiał od prawej strony drzwi wewnątrz wejściowych do mieszkania.

  Bardzo stary był, wykonany metodą kowalsko – ślusarską, przedwojenną, jak i całość zamka drzwi do strychu. Piękny to był klucz! Bardzo masywny, z olbrzymią dziurą o głębokości chyba ze osiem centymetrów! Po wykładach, napchaliśmy go siarką ze zeskrobanych zapałek i zatkaliśmy gwoździem. Łyzia zamachnął się zza winkla, pierdyknęło, że się masz Boże! Następnego dnia klucz został dobity godziwiej! Zamachnął się Łyzia zza winkla i, pierdyknęło niebywale! Trzeciego dnia nabiliśmy klucz na max! Ledwie na gwoździa starczyło miejsca. Zamachnął się Łyzia i zapodał w krawędź budynku! Nastąpiła eksplozja obijająca się echem o wszystkie dzielnice krakowskie, a klucz od strychu rozwinął się jak kwiat róży w kwietniu, lub lilia blada o poranku! Biada! Biada! Biada! Eksplozja rozerwała klucz, przerabiając go na pędzel, lub kwiat przeuroczy, cokolwiek to zwał lub nie zwał! Klucz już nie był kluczem, został innym przedmiotem nie nadającym się do otwierania czegokolwiek. Wobec eksplozji klucz osiągnął wygląd jak z czołówki serialu „Korona Królów”! Pobledliśmy! Jedyny klucz od strychu Łyzi został zniszczony! Wtedy Golcia o chłonąc najwcześniej krzyknął: „Trzeba go szybko naprawić!”. Genialne! Ruszyliśmy na składzik Łyzi, wyszukaliśmy młotek i na spółę poczęliśmy doprowadzać klucz do pierwotnego wyglądu. Rozwinięte fragmenty klucza szybko zwierały się ku sobie, a po godzinie machania młotkiem na zmianę, klucz przypominał w miarę klucz wtórnego wyglądu. Alleluja! Wtedy został on powieszony na gwoździu od prawej strony drzwi. Minął kwartał! Do Pani Ani, matki Bogusia, zapukała sąsiadka z parteru: „Pani Aniu, da mi Pani klucz od strychu, bo chcę coś tam wynieść?”. Mama Łyzi udostępniła klucz, a sąsiadka pobiegła na strych. Po kilku minutach wróciła z meldunkiem, iż nie może otworzyć drzwi od strychu! Że coś z tym kluczem jest nie tak. Mama Łyzi zawołała męża. Komisyjnie stwierdzili, że z kluczem jest coś nie tak. Ojciec Łyzi zawołał Łyzię i zapytał Go, co z tym kluczem może być nie tak? Łyzia obejrzał przedmiot i autorytatywnie orzekł: „Popękał ze starości!”. Mądrego czasem miło posłuchać, bo sąsiadka z dołu pokiwała głową i dodała: „Fakt, miał już swoje lata.”.  I znowu się upiekło! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *