Przeskocz do treści

Postrzelony Tadek

A była to ciekawa historia sprzed ponad 20-tu lat! Mieszkałem wtedy na pograniczu dzielnic Śródmieście i Kazimierz w Krakowie. Nie pamiętam w jakich okolicznościach poznałem Tadeusza, żołnierza zawodowego w randze młodszego oficera, ale przez pewien czas, jako że mieszkaliśmy blisko siebie nade często się widywaliśmy. Nie była to przyjaźń, lecz powiedzmy: „ziomy z dzielni”. Raptem Tadeusz zniknął, ot po prostu przestałem Go widywać. Minął miesiąc, minął drugi, to zadzwoniłem do Tadka na telefon komórkowy, czy aby coś Mu się nie wydarzyło złego. Nie odebrał połączenia. Minął jeszcze miesiąc, ale na pewno nie cały, i kiedy wracając późnym wieczorem z pracy przez Kazimierz napotykam znienacka Tadeusza! - Mój Boże, Tadek gdzie ty byłeś? - zagaiłem.

- Witaj Robert, właśnie udaję się na piwo, jeśli masz czas, to ci opowiem. - odrzekł.

Zaciekawił mnie, więc się nie wzdragałem, tym bardziej że też chciałem przed nocą coś za iścić z artykułów przemysłu alkoholowego po ciężkiej pracy.

Usiedliśmy w klimatycznej knajpce na Kazimierzu przy piwku, a Tadeusz opowiedział jak było: Oto w jego jednostce pewien ważniejszy oficer miał imieniny. Kucharki przygotowały konkretny wyszynk, bufet został wyposażony w alkohole o dużym zasobie oraz procentach, a ugoszczenie zaproszonych było godziwe i było przy czym biesiadować. Impreza rozpoczęła się około godziny 16-tej. Kielichy już dobrze się ostrzelały, kiedy nadeszli goście po służbie pod bronią! Zostali przywitani serdecznie. Biesiada trwała i trwała, kiedy ktoś poprosił kogoś o udostępnienie broni palnej do obejrzenia. Był to pistolet TT produkcji radzieckiej. Hałas biesiadny raptem przerwał godziwy HUK, a po nim nastała porażająca CISZA! Trwała trzy sekundy. Kiedy pada niekontrolowany wystrzał, cisza boli bardziej niźli salwa armatnia! Pocisk cal. 7,62 wpadł w prawe płuco Tadeusza i przeszywając drugie natknął się na żebro, a wyrywając jego fragment wbił go majestatycznie w tynk ściany, po czym nieopodal naruszył jej ceglaną infrastrukturę. Tadeusz zachłysnął się krwią. Nie było rady, zadzwoniono po Pogotowie Ratunkowe, oczywiście wojskowe! Kucharki pouciekały do domów, a Tadeusz stracił przytomność. Zawieziono Go do szpitala w którym zoperowano Mu szkody dokonane z broni palnej. Gdyby to był Makarow, Tadeusz by nie przeżył, ale postrzał z TT o pocisku w miarę humanitarnym i szybkim, dało Mu szansę, którą wykorzystał, bo przeżył. Oczywiście na miejscu zdarzenia zaraz po pogotowiu zawitała prokuratura wojskowa, a wszystkich zawinięto do siedziby WSW (Wojskowa Służba Wewnętrzna – przypis autora) celem złożenia wyjaśnień i spisania protokółów z zajścia. Po kilku tygodniach Tadek doszedł do siebie, a wen czas przybyli fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych, co by pomiary porobić na Tadku w potrzebie uzupełnienia materiału dowodowego do sądowego wniosku prokuratorskiego o ukaranie winnych zajścia. Fachowcy rutynowo przystąpili do pracy, i niebawem wynik Ich pomiarów pojawił się na biurku prokuratorskim. Z pomiarów na podstawie zdjęcia rentgenowskiego wynikało, że tor pocisku pomiędzy raną wlotową, a wylotową zahacza o dolną część serca Tomasza! Prokurator oszalał ze zdziwienia i wyniki pomiarów odesłał do ekspertów z wnioskiem o powtórzenie pomiarów. Fachowcy ponowili skrupulatniej analizę prześwietleń, i wysłali do prokuratora orzeczenie, że linia pomiędzy wlotem a wylotem pocisku przebiega przez dolną część serca Tomasza! Tego prokuratorowi było już za wiele!! Przecie jak pójdzie do sądu z takim materiałem dowodowym, zbłaźni się, a każdy adwokat podważy takie badania eksperckie. Prokurator skierował badania do ekspertów warszawskich, a Ci wysłali Tadka na zdjęcia z tomografu komputerowego. Po badaniach z tomografu, eksperci warszawscy wysłali do prokuratora wynik ich badań. Okazało się, że linia lotu pocisku przez Tomasza od rany wlotowej po wylotową, przebiega przez dolną część Jego serca! No to PAT! Facet powinien nie żyć na miejscu zdarzenia, a żyje i czuje się co raz znakomiciej. Co więcej ludzie siedzą w więzieniu na sankcji (do trzech miesięcy – przypis autora), a pozwu nie można wnieść, bo prokurator wzdraga się przed CUDEM! Raptem ktoś podpowiedział prokuratorowi, czy aby nie zbadać sprawy od początku, merytorycznie. Sprowadził On „śledczego” z Gdańska, który wnikliwie, od początku przesłuchał wszystkich uczestników zabawy. Wtedy On odkrył zagadkę! Okazało się tak: Tadeusz lubił zjeść. Na imprezie pożerał, aż miło. Wypchany żołądek popchnął Mu przeponę, która podniosła serce o kilka centymetrów w górę. Kiedy pocisk przeszywał jego organizm, pominął serce podniesione przez brzuch i przeponę. Przed operacją Tadkowi opróżniono żołądek, potem Tadeusz przebywał na podtrzymaniu kroplówkowym, a potem jak wydobrzał pożywieniu szpitalnym. Żołądek Mu się skurczył, przestał on naciskać na przeponę i serce Mu opadło na linię postrzału. Zagadka się rozwiązała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *