Przeskocz do treści

Trumienka Wojtka

  Było to tuż po Stanie Wojennym, ale komuna jeszcze trzymała się mocno. Mój przyjaciel miał sąsiadkę, która niedawno się rozwiodła i miała 14 – to letniego syna o imieniu Wojtek. Była lekarką. Mieliśmy wtedy po 17 – cie lat. Mój przyjaciel był dla sąsiadki dość pomocny. A to naprawił Jej kran w kuchni, zreperował zamek w szafce, zajął się serwisem jej Fiata 125, naprawił odkurzacz (w wieku 15 – tu lat dorabialiśmy w zakładzie naprawczym urządzeń AGD) etc. Za ofiarowywane Pani Doktor usługi mój przyjaciel nie oczekiwał wynagrodzenia finansowego, a jedynie w zamian możliwość korzystania z jej Fiata 125, gdyż już w tym wieku posiadał Prawo Jazdy.Pani Doktor było to „na rękę”, bowiem dla własnych potrzeb również wykorzystywała mojego przyjaciela jako kierowcę na zakupy, dowóz na imprę, wywóz z impry i takie tam. A dla nas dostęp do wehikułu Fiat 125 było niebywałą nobilitacją w środowisku rówieśników. W sobotnie wieczory podróżowaliśmy po dyskotekach i byliśmy bardzo popularni wożąc poderwane „laski” po mieście. Było naprawdę „Git”! Być może trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale były to czasy w których na dyskotekach nie piło się alkoholu, i na nich nie był on w ogóle dostępny, oraz nie stanowił zapotrzebowania na dobrą zabawę i poznawanie znajomości. Większość dyskotek odbywała się w szkołach średnich, wyższych. Wyjątek stanowiły dyskoteki w „Jaszczurach”, ewentualnie dancingi w „Fokusie”, „Warszawiance”, a tam alkohol lał się strumieniami lecz do tych „małolaty” nie za chadzały tłumnie. Jednak do rzeczy! W takich „klimatach” poruszaliśmy się z moim przyjacielem, a jak już wspomniałem miał On sąsiadkę rozwiedzioną, wychowującą 14 – to letniego syna o imieniu Wojtek. Wojtek był dość rozgarniętym chłopakiem. Mimo że był o cztery lata młodszy, rozmawiało się z Nim na równi z naszą prawie dorosłością. Pewnego dnia do Matki Wojtka, Pani Doktor, przyszedł na ich mieszkanie w śródmieściu Krakowa jej adorator zapewne przez Nią zaproszony! Wojtkowi bardzo się to nie spodobało, bo był o Matkę jeszcze mocno zazdrosny. W salonie Matka Wojtka popijała herbatkę z adoratorem, kiedy Wojtka normalnie „szlak trafiał”! W pewnym momencie Wojtek wtargnął do salonu: „Przepraszam Państwa, ale muszę pobrać wymiary tego Pana. Proszę, aby Pan wstał!”. Adorator podniósł się grzecznie, a Wojtek za pomocą metra stolarskiego, rozmierzył gabaryty zdumionego adoratora, po czym oddalił się niezwłocznie. Matka z adoratorem jeszcze długo popijali herbatkę nie zawracając sobie głowy infantylnymi fanaberiami małolata, gdy po biesiadzie herbacianej adorator postanowił się oddalić. Pożegnał się serdecznie z Panią Doktor i wyruszył z salonu do korytarza. Ot, zdziwienie! Bo oto w korytarzu leżała z listewek i gazet misternie wyklejona taśmą klejącą instalacja przedstawiająca trumnę o gabarytach wymierzonych przez Wojtka na adoratorze! Wojtek oczekujący nieopodal trumny w korytarzu zakrzyknął: „To jest proszę Pana trumienka na wymiar sporządzona dla Pana prze ze mnie! Proszę ją sobie zabrać ze sobą i już nie wracać tutaj nigdy!”. Facet uciekł nie zabierając swojej trumienki. Wojtek podleciał do balkonu, zobaczył że adorator „walczy” z dostaniem się do swego samochodu. Wrócił do korytarza, dźwignął trumienkę, podleciał z nią na balkon, i cisnął trumienkę na maskę samochodu adoratora wrzeszcząc: „Zapomniałeś o czymś, to chyba Twoje!​​”. No i tyle!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *