Przeskocz do treści

bezpieczeństwa

Słysząc słowo „mikrofoniarz”, nie odczuwa się zbytnich emocji  fonetycznie i nie budzi ono lęku, a nawet niepokoju. Jednak większość zawodów posiada charakterystyczne dla własnej branży niebezpieczeństwa występujące podczas pracy, tak i zawód mikrofoniarza również. Zacznę od niebezpieczeństw najważniejszych, czyli zagrażających zdrowiu lub życiu, następnie przejdę do niebezpieczeństw błahszych, aby skończyć na niebezpieczeństwach uszkodzenia sprzętu. W jednej ze znanych stacji telewizyjnych „chłopaki” wymyśliły powiedzenie: Bądź czujny jak pies podwójny!”. Powiedzenie to potem zmutowało na ostateczną swą formę: „Bądź czujny jak pies potrójny!”. Brzmi śmiesznie, ale jest w nim dużo prawdy, gdyż to właśnie brak czujności może pozbawić mikrofoniarza życia w ułamku sekundy, lub spowodować Jego ciężkie kalectwo, albo wpędzić Go do więzienia! 

Czytaj dalej... "Bezpieczeństwo – prąd"

2

Prawo
  1. Jeżeli ktoś biega po planie filmowym na pewno się zabije, to tylko kwestia czasu.

  2. Jeżeli ktoś biega po planie filmowym a mimo to się nie zabije, oznacza to że w innej ekipie filmowej, ktoś inny zabije się dwukrotnie.

  3. Jeżeli jakiś członek ekipy filmowej wszedł w posiadanie słusznego powodu aby zelżyć operatora, musi to uczynić.

  4. Jeżeli jakiś członek ekipy filmowej, który wszedł w posiadanie słusznego powodu aby zelżyć operatora i nie uczynił tego, wtedy operator zelży jego za swe własne błędy.

  5. Żadna ekipa filmowa nie jest wolna od idioty.

  6. Jeżeli jakaś ekipa filmowa jest wolna od idioty, oznacza to, że w innej ekipie filmowej idiotów jest więcej.

  7. Jeżeli w jakiejś ekipie filmowej idiotów jest więcej niż jeden, nie pracuj w niej, gdyż możesz zacząć biegać po planie filmowym.

  8. Jeżeli w jakiejś ekipie filmowej znajduje się operator z ambicjami, oznacza to że nie jest to ekipa wolna od idioty.

  9. Jeżeli w jakiejś ekipie filmowej zdarzy się obecność dwóch ambitnych operatorów, oznacza to że biuro się pomyliło albo że ten drugi szkoli się aby w przyszłości infekować sobą inne ekipy filmowe.

  10.  Jeżeli na planie filmowym jest wesoło, oznacza to iż praca tego             dnia będzie trwała bardzo długo.
  11. Czytaj dalej... "Filmowe Prawo Murphy’ego"

światła

  Kiedy wspomina mi się ta historia, spina mnie pośladki, bo mogło być „grubo”. Mawia się: „Z małej kropli, duży deszcz”, a w tym zdarzeniu mogło tak być.

  A było to w tym wieku, dwudziestym pierwszym, gdzieś nieopodal roku 05 -tego. Pracowałem wtedy w agencji reklamy obsługującą centralną część Polski. Głównie Warszawa z przyległościami. Poruszałem się wtedy po Warszawie służbowymi środkami transportu motoryzacyjnego w postaci aut renomowanych marek obrendonowanych (oklejonych w logo firmy - przypis autora), celem kontaktów z jej klientami.

  Pewnego dnia wydarzyła się sytuacja, że musiałem pojechać do klienta zabierając ze sobą grafika komputerowego, aby klientowi wytłumaczył zawiłości problematyki w tej konkretnej kwestii dotyczącej sprawy. Z grafikiem znałem się osobiście, byliśmy kolegami. Zresztą, w tamtym okresie często zapodawałem do klientów za wspomogą grafików, bowiem znając technologię druku, nie miałem wiedzy w tematach montażu komputerowego. Tak, czy owak pomykamy ja i montażysta w kierunku - klient. Ja prowadzę wypasiony wehikuł motoryzacyjny, obok zasiada grafik

Czytaj dalej... "Ładna Pani"

  Było to w ubiegłym wieku, w roku 1983 - im, 22 czerwca. Sześć dni wcześniej przyjechał do Polski z drugą wizytą Nasz Papież, Jan Paweł II! Zjechały się wtedy do Polski wszystkie najważniejsze „telewizornie” z całego świata. Do samego Krakowa przybyli w postaci kilkuosobowych ekip, a ilości ich co najmniej 20 - tu. Administracja Ośrodka TV Kraków zapewniła pomieszczenia wszystkim 20 - tu ekipom wraz z przyłączem do sygnału elektroniki ośrodka, zapewniając im dostęp do emitowanych transmisji TVP. Działało to także zwrotnie, bo sygnały ekip ze świata trafiały do elektroniki ośrodka krakowskiego, stąd w pokojach aparatury był dostęp do wszystkich transmisji ponad 20 - stu ekip ze świata.

Czytaj dalej... "Technologiczna przepaść!"

 Było to w ubiegłym wieku, około 1978 roku. Tuż pod granicą ze Słowacją, w miejscowości Jaworki, nieopodal malowniczego wąwozu Homole. Kilka lat wcześniej komunistyczna władza ludowa, za naśladownictwem kołchozów sowieckich wymyśliła sobie, aby tam utworzyć bacówkę zmasowaną na kilka tysięcy owiec. Budowę rozpoczęto, kiedy po kilku latach budowy kazało się, że jest to projekt utopijny. Trzeba byłoby zatrudnić kilkudziesięciu baców, kilkudziesięciu juhasów, kilkanaście psów pasterskich, całą rzeszę pracowników obsługi higienicznej obiektu, etc. Prace budowlane przerwano, mimo że stał już ukończony budynek gospodarczo mieszkalny z płazów świerkowych, i zagroda 50 m długości na 25 m szerokości była już pod dachem. Całość wykonana z drewna na fundamentach żelbetowych, a kryta gontem. Monstrualny obiekt! Długo władza komunistyczna zastanawiała się, komu „wcisnąć” ten niefortunny „prezent”, aby nie rozniosła się wieść o niegospodarności i wydanej fortunie na budowlę która niszczeje. Rozwiązanie problemu wymyślono, i potężną bacówkę przekazano (najpewniej pod przymusem) Związkowi Harcerstwa Polskiego - na przyszłą stanicę harcerską. Czytaj dalej... "Nauczyłem się pływać w szambie."

2

Tak naprawdę to nikt nie czyta, a tym bardziej blogów.  www.adasio.pl jest blogiem nie czytanym. Wczoraj było zero odsłon, a przedwczoraj jedna. Nie zniechęca mnie to do pisania, ale do refleksji o potencjalnych czytelnikach, których właściwie nie ma. Ludzie po prostu teraz nie czytają! Na hasło: "BLOG"- przemieniają się w "ognisty grzyb", lub "Działa Navarony", i nic, ani nikt nie powróci ICH na tory myślenia! Po jednej części jest to dla mnie sytuacja komfortowa, gdyż cokolwiek napiszę i opublikuję na "adasiu", nie spotkam się z reakcjami negatywnymi jak na portalach społecznościowych (gdyż nikt "adasio" nie czyta), lecz po drugiej części - piszę w próżnię, bowiem wszyscy są zapatrzeni w ekrany smartfon'a na "społecznościówkach", szukając tam pochlebstw dla własnej, łatwej samorealizacji pozornej. Nie tak dawno w czasie, mój kolega z którym znam się od niemalże urodzenia, a pokłóciwszy się ze swoją połowicą zadał mi pytanie: "Robert, co Ty o tym sądzisz?".  Odpowiedziałem: "Nie wiem, nie znam się, nie rozumiem, to są Wasze sprawy, nie mieszam się!".  Kolega wybuchnął: "Robert! Jesteś moim przyjacielem, kogo mam zapytać i słuchać?". Pod tak dużym naciskiem zapodałem przyjacielowi co myślę, ale potem nie odzywał się do mnie przez miesiąc. Mój przyjaciel najpewniej obruszył by się, że w tym artykule nazwałem Go "kolegą", ale bez obaw, nie przeczyta go. Czytaj dalej... "Tak naprawdę!"