Przeskocz do treści

Szyba

Było to w ubiegłym wieku, chyba w 1998 roku. Mieszkałem wtedy w dzielnicy krakowskiej - Kazimierz, a konkretnie na ulicy św. Sebastiana, o trzysta metrów od Wawelu. Obok kamienicy w której mieszkałem, zamieszkiwał człowiek, który sam wychowywał dwóch synów jednojajowych, bo żona Jego po prostu zmarła. Jeden miał na imię Jacek, drugi Wacek. Mieli po osiem lat. Rozrabiaki to były niemiłosierne, istne „diabły” znane na „dzielni” przez wszystkich jej mieszkańców! Oczywiście mieli mnóstwo wrogów, wobec swych pomysłów na skomplikowanie spokojnego życia swojego oraz rejonu, który był w ich władaniu. Głównym ich wrogiem był leciwy sąsiad z kamienicy naprzeciw, który notorycznie donosił na nich za onych wybryki ich ojcu. Faktem jest, iż miał na co albowiem chłopaki pomysłów mieli bez liku, a nie było tygodnia bez grubszej afery, o małych nie wspominając. Pewnego razu upalnego lata, postanowili poskładać samolociki z kartek wyrywanych z zeszytów, a maczając ich dzioby w atramencie, puszczali samoloty naprzeciw ulicy w otwarte okna sąsiada, namaszczając jego firany znamienitymi ornamentami osuwających się po nich samolotami atramentowymi ubarwiając je niczym we flagi czarno-białe kultowej kapeli „Republika”.

Czytaj dalej... "Bliźniaki"

1

Abonent

 Było to w tym wieku. Znaliśmy się z Bogdanem z „Ulicy Sezamkowej”. Dobra to praca była. Po drugiej edycji mnie oddalono z TVP w racji ówczesnej: „Redukcji etatów”, Bogdan po „Sezamkowej” nie mógł znaleźć nic innego. Cóż było robić? Wyruszyliśmy do „Centrali”, która dawała robotę. Ja załapałem się w agencji reklamowej na przyzwoitych warunkach, zaś Bogdan łapał co popadnie to tu, to tam. Często spotykając się „na warszawce” obgadywaliśmy swoje problemy tęsknościowe za naszym Krakowem, bo do Warszawy nie pałaliśmy miłością obopólnie, i po całemu jak to zwał, lub nie zwał. Tak, czy owak „Zenon Nowak z Fabryki Mebli Giętych <<PROSTOTA>>”. Boguś po wielu różnych pracach nagle, „wylądował” na infolinii pewnej płatnej telewizji satelitarnej udostępniającej mnóstwo ciekawych programów i filmów. Po pewnym czasie przerzucono Bogdana do działu reklamacji w tej telewizorni. Czytaj dalej... "Abonent"

gołębie na Rynku

  Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem wydawało mi się, że na Świecie nie ma ludzi bardzo głupich. Oczywiście miałem świadomość, iż występują stany chorobowo – umysłowe w jednostkach społeczeństwa, ale nie miałem styczności bezpośredniej z takimi osobami. Do czasu! Było to dwadzieścia lat temu. Pracowałem wen czas z człowiekiem o imieniu Waldorf (imię zmienione na potrzeby artykułu - przypis autora). U Waldorfa na balkonie zagnieździły się gołębie. Żona Waldorfa robiła Mu zarzuty, iż na ich balkonie gniazda zakładają gołębie brudząc stan balkonu! Kazała Mu te gniazda po prostu usunąć, wraz z gołębiami! Co ważne gołąb, ten popularny w miastach i wydawało by się wszechobecny, jest ptakiem zagrożonym wyginięciem, i pod ochroną prawną w Prawie Polskim! Jest to gołąb skalny, który występuje już tylko na terenach miejskich, upatrując swoje siedziby w wysokich wieżowcach przypominających skalne bytowanie. Jakiekolwiek uprzykrzanie im jestestwa jest zagrożone karą mandatu w wysokości 500 zł , a nagminna działalność przeciw nim, sprawą sądową! Czytaj dalej... "Waldorf"

20

motor
motor

  Było to zaledwie parę lat temu. Jechał wtedy mój kolega na motocyklu na robotę! Ulicą Puławską pomykał w Warszawie na kierunek - Piaseczno. Mknął na motorze zapamiętale, bo motocyklistą był zza miłowania, a na robotę Mu śpieszno było. Była godzina 7.00 - ma rano, początek zdjęć - 8.00. Spieszył się, bo w filmowych produkcjach dzisiejszych, nie ma pojęcia opóźnień! Wszystko ma być na czas i w tempie dla ekipy technicznej, choć dla produkcyjnej - pełna swoboda! Byle by się nachapać, a niewolnicy mają za...ć! Tak, czy owak nagle wydarzył się „korek”! Ups.. Samochody z końca „korka” raptem zaczęły się zatrzymywać i niebezpiecznie zbliżać do pędzącego pojazdu jednośladowego mojego kumpla! Wtedy stało się oczywiste, że motor nie zatrzyma się przed nimi, a będzie musiał je taranować, co ponad wszelką wątpliwość zakończyło by się tragicznie dla kierującego maszyną! Kolega, jako doświadczony motocyklista, położył motocykl spychając go nogami do rowu gdzie zagasł, a sam ślizgiem popędził po asfalcie w ostatni samochód korka marki JEEP. Czytaj dalej... "Kask"

5

samolot

Przed wcieleniem mnie do Armii Ludowego Wojska Polskiego, zaproponowano mi na Wojskowej Komisji Uzupełnień przejście szkolenia spadochronowego. Przystałem na to, gdyż jak już miałem tą obowiązkową służbę "odbębnić", to przynajmniej z przytupem i przygwizdem! Było to w ubiegłym wieku, o roku 1985 - tym. Pojechałem na to szkolenie do Krosna, gdzie znajdowało się lotnisko na którym prowadzono szklenia rekrutów na przyszłych spadochroniarzy. Miałem 19 - lat. Szkolenie prowadził instruktor wojskowy w randze majora (dzisiaj jest generałem). Na pierwszy mój skok ze spadochronem, zasiadłem z majorem w samolocie „Antek”. Siedzieliśmy naprzeciw siebie. Czytaj dalej... "SPADANIE"

1

kamera

  Było to w ubiegłym wieku, około roku 1989 - ego. Realizowaliśmy wen czas w studio 2 TVP Kraków, jakiś projekt telewizyjny, teatralny pod reżyserią Kazimierza Kutza. Wen czas Kutz był Dyrektorem Naczelnym Ośrodka Krakowskiego. Był to duży projekt na kilka kamer, i dwa żurawie mikrofonowe zwane potocznie w slangu filmowym „Bum”, z angielskiego „Boom”. Tak, czy owak w tej produkcji zasiadłem na jednym żurawiu ja, a na drugim mój dużo starszy kolega, nieżyjący już Bronek. Robiliśmy robotę. W drugim dniu zdjęć nastąpiła konieczność zmiany światła, czyli przerwa na tą czynność. Bronek zapodał schodząc z bum'a: „To ja idę do kibla!”. Przyjąłem tą informację do wiadomości. Minęło kilkanaście minut kiedy oświetlacze zmienili światełko na planie, meldując: „Gotowe!”. Reżyser zakomenderował: „No to do roboty!”.

Czytaj dalej... "Anegdota"