Przeskocz do treści

  Krzychu (imię zmienione na potrzeby artykułu), był menadżerem jednego z najlepszych kapel polskich. Prawie celebryta! Po jakimś koncercie, a było to raptem kilka lat temu, dosiadła się do Niego jakaś fanka zespołu na obowiązkowym bankiecie. Mocno się „przykleiła”, bo być może jakieś profity odbierze, a może zagra w teledysku? Tak, czy owak fajna była, więc Krzychu wyświadczył Jej przysługę, i zabrał Ją taksówką do jej domu. Dom był pusty, rodzice dziewczyny wyjechali na działkę poza Warszawę. Krzychu rozsiadł się na fotelu w salonie, dziewczyna orzekła: „Idę się wykąpać, a Ty możesz sobie zrobić drinka, barek jest w kuchni.”. Dziewczyna poszła do łazienki znajdującej się na parterze. Odezwał się efekt prysznica, a Krzychu zrobił sobie drinka i rozsiadł się na powrót na fotelu w salonie. Czytaj dalej... "Sarna"

  Praca w filmie cechuje się pewną charakterystyką. Otóż codziennie wykonuje się pracę inną, niż w dniu poprzednim, a mało tego sceny rejestrowane w jednym dniu na konkretnych lokacjach, odbywać się mogą w innym dniu w różnych lokacjach, z różnymi aktorami i z różnymi scenami składowymi filmu, ale nie koniecznie w kolejności merytorycznej fabuły. Aby opanować taką zmienność zachowując sprawną pracę ekipy filmowej, każdy jej członek zostaje wyposażony w tak zwany „plan pracy” na dzień następny, najpóźniej jednak pod koniec obecnego dnia planu zdjęciowego. W „planie pracy” zawarte są istotne informacje; o której godzinie zaczynają się zdjęcia, o której wyrusza transport z ekipą, ilość scen w tym dniu zdjęciowym, jakie to są konkretne sceny według scenariusza, kiedy i gdzie następuje ewentualny przerzut na inną lokację, kiedy będzie przerwa obiadowa, etc., etc. . Czytaj dalej... "„plan pracy”"

  Każda produkcja filmowa posiada jakąś swoją rzeczywistość. Głównie jest za nią odpowiedzialny scenarzysta, potem reżyser, na końcu aktor. Boguś z którym pracowałem w „Sezamkowej”, otarł się następnie o pewien twór dramatyczno – kryminalny: „W - <<cyfra>>”. Było to już w tym wieku kiedy nagle do tej produkcji należało zatrudnić aktora, który zagra seryjnego mordercę. Jakoś nikt z krakowskich aktorów nie kwapił się serdecznie do zagrania takiej postaci, jednak ta produkcja nie była najbardziej wymagająca. Zaproponowano Bogusiowi aby odegrał ją. No, cóż. Boguś wyraził zgodę, i mimo że nie jest aktorem, odegrał ją na tyle dobrze, że po emisji w piątek 21 - lipca 2011 roku...? Czytaj dalej... "Tfu!!"

  Wracamy ze zdjęć wesołym autobusem. Było nas kilkanaście osób. W większości przysypialiśmy sobie nadrabiając niedospanie. Był to wyjątkowy dzień, kiedy skończyliśmy zdjęcia przed siedemnastą. Może dlatego, że rozpoczęliśmy dnia poprzedniego zdjęciami nocnymi o dwudziestej drugiej? Tak, czy owak pomykamy po peryferiach Warszawy, do celu zamieszkania. Co ciekawe, na tych smutnych jak p..da peryferiach kręcone są większości serialów telewizyjnych. Filip z roztargnienia nie wyłączył radia (łączność bez przewodowa – przypis autora). Nagle w radiu Filipa odezwał się głos z planu innego serialu: „Do ujęcia, gotowość, akcja!”. Filip spojrzał na mnie, ja na Filipa. Kiwnęliśmy do siebie głowami. Pełne zrozumienie. Majestatycznie Filip dobył swoje radio, nacisnął na spust nadający, i zapodał w eter: „Dziękuję, po ujęciu, koniec zdjęć, do jutra!”. Natychmiast wybuchł wulkan: „Nie, nie, nie, to info jest z innego planu! Jesteśmy w trakcie produkcji, wracajmy do pracy!!” - wywrzeszczało radio Filipa. Filip spojrzał na mnie, ja na Filipa. Kiwnęliśmy do siebie głowami, pełne zrozumienie. Majestatycznie Filip dobył swoje radio, odczekał minutę, i nacisnął na spust nadający, a zapodał w eter: „Dziękuję, po ujęciu, koniec zdjęć, do jutra!”. Po tym nastąpiła cisza. Częstotliwość została zmieniona... 

  Nieopatrznie okazało się, że na www.adasio.pl „zawiesił się” ponad setny artykuł! Toż to można powiedzieć, iż to jakowyś jubileusz wszelaki! Wobec powyższego, należy napisać tekst bardzo przystępny, luźny i łatwy do wchłonięcia. Więc tak:  Na jednym z planów zdjęciowych, przebywały dwie kamery. Każda z nich miała asystenta. Po zdjęciach zawijali się wszyscy, kiedy jeden z asystentów ociągał się! Asystent pierwszej kamery zapytał agresywnie asystenta drugiej kamery: „Dlaczego nie zwijasz kabli?!”. Ten odpowiedział ze stoickim spokojem: „Albowiem stoję, a zamierzam!”.   

Było to latem '96 roku, dwudziestego wieku w Krakowie. Otrzymałem wtedy bardzo dobrą propozycję pracy, tak od strony finansowej, jak również prestiżu tego przedsięwzięcia. Dzisiaj pracę w takiej produkcji, każdy młody filmowiec chciałby wpisać sobie w portfolio nawet za cenę pracy za darmo. Jednak w tej produkcji sprzed 22-óch lat, aby w niej pracować trzeba było coś umieć, i mieć dorobek uznawany w środowisku, a nie po bywać po „słusznej linii układów nepotyczno - towarzysko - obyczajowych”, jak to dzisiaj ma miejsce w tanich produkcjach np. serialowych. W 1996 roku, jeszcze obowiązywały szeroko rozumiane tradycje etyczne w produkcji filmowej, o których dzisiaj można jedynie tylko pomarzyć. Kiedyś w departamentach produkcji konkretnego przedsięwzięcia mówiło się: „To jest bardzo trudna scena, i musimy ekipie technicznej dać czas na jej realizację”. Czytaj dalej... "Sezamkowa"