Przeskocz do treści

8

All-focus

Być może niektórych moich czytelników to zadziwi, a może wręcz wystraszy, ale następny mój artykuł nie będzie wspomnieniem z ubiegłego wieku, a będzie z początku dwudziestego pierwszego! Zasadniczo sam jestem zdziwiony. Było to tak: Przebywałem wen czas około roku 2002, w sypialni warszawskiej - Otwocku. Już w poprzednich artykułach sygnalizowałem, o pewnej specyfice mentalnej mieszkańców tego obszaru naszej Ojczyzny. Poznałem tam koleżankę, której siostra pracowała jako nauczyciela w szkole podstawowej. Powiedzmy, że na potrzeby artykułu miała na imię Basia. Basia wykształcona w zakresie nauczania początkowego, z dyplomem magistra Uniwersytetu Pedagogicznego w Warszawie, miała pod opieką drugą klasę w jednej z lepszych szkół podstawowych w Otwocku. Czytaj dalej... "Na pytanie – odpowiedź!"

Pracowałem kiedyś z operatorem kamery Nuk'iem (nazwisko zmienione na potrzeby artykułu). Nuk był postacią nieco kontrowersyjną, ściągającą na siebie wiele prze cudacznych historii życiowych i zawodowych. Jedną z nich chcę opisać. Było to niedawno, bo raptem kilka lat temu. Nuk posiadając korzenie niemieckie, dzielił życie prywatne i zawodowe pomiędzy terenem Niemiec, a Polską. Właściwie, to więcej przebywał w Niemczech, niż w Polsce. Wobec tego Nuk dużo lepiej posługuje się językiem niemieckim, niż polskim. Doświadczyłem tego w bezpośrednich kontaktach z Nim w rozmowach prywatnych, oraz zawodowych na planie filmowym. Czytaj dalej... "Nuk"

1

Było to w ubiegłym wieku, około 1985 - tego, może '86 - roku? Miałem wtedy bliską koleżankę, która na UJ studiowała kierunek - „Historia Polski”. Jej kolega z liceum numer V, studiujący później równolegle z moją koleżanką na UJ inny kierunek - „Historia Sztuki”, miał pewien przypadek warty zapamiętania. Kolega ten nazywał się Postrzępowicz (nazwisko zmienione na potrzeby artykułu). Zbliżały się zaliczenia, na kierunku „Historia Sztuki”, którą Postrzępowicz studiował, a chyba był to pierwszy rok Jego studiów. Jednym z wykładowców na tej uczelni była Pani, która napisała i opublikowała w formie książkowej pracę o statystyce historycznej. To interesująca pozycja jest, i nawet jako miłośnik historii, częściowo ją poznałem. Częściowo, bowiem po pewnym czasie zaczyna mocno nużyć. Czytaj dalej... "Zaliczenie"

  Moja koleżanka, w ubiegłym wieku opowiedziała mi pewną historię. Otóż miała dziadków, którzy po wojnie dostali przydział zamieszkania w kamienicy na ulicy Stolarskiej w Krakowie, po wysiedlonych wcześniej przez niemców żydach, i niemców którzy to mieszkanie zamieszkiwali po nich, a uciekli w strachu przed wyzwoleniem Krakowa przez bolszewików. Na ostatnim jej piętrze dostali to mieszkanie, które było dość duże. W amfiladzie takie było, że od salonu do sypialni dzieliły je drzwi dwuskrzydłe, rozsuwane. Drzwi te rozsuwały się kłopotliwie, bowiem szurały o „wypucenie” po samym środku robiąc nieładny efekt frezowania po szlachetnym parkiecie dębowym. Mieszkali już tam kilka lat, drzwi szurały cały czas, a dziadek mojej koleżanki mawiał częstokrotnie do swojej żony: „Pod tymi drzwiami jest coś schowane! Czytaj dalej... "Skarb"

  Siedzę z Golcią na wykładzie w naszej uczelni, w pierwszej ławce jako największe „podpadziochy”, aby być na widoku wykładowcy. Łyzia zasiadał nieco dalej za nami z koleżanką Anią, bo był troszku mniej „podpadnięty”. Słyszę podczas wykładu, że Łyzia coś skrobie. Odwracam się do Niego, i zapodaję: „Co Ty tam dłubiesz?”. Odpowiedział szepcząc: „Dowiecie się na przerwie!”. Boguś lat osiem, miał zwykle usta niebieskie, bo przegryzał długopisy które ubarwiały Jego buzię na fioletowo. W zimie przychodził na uczelnię ze łzami w oczach, bo wiatr zimny mu je wymuszał, a my śmialiśmy się złośliwie, że biegnie do szkoły, a płakać Mu się chce z tego powodu. Wiedzieliśmy jednak, że Łyzia o 6 - tej rano ministrował do mszy w kościele Św. Anny, a ja ministrowałem o 6 - tej rano do mszy w kościele Kapucynów. Czytaj dalej... "Armata Łyzi"

  „Był chyba rok 1973 ubiegłego wieku, kiedy nagle przyszła moda na strzelanie z kluczy. Strzelanie z kluczy polegało na tym, że w kluczu jest dziura, jak lufa. Należało do tej dziury napchać siarki z zeskrobanych zapałek i zatkać ją gwoździem o podobnej średnicy. Wiązało się klucz z gwoździem sznurkiem i zamachem uderzając od strony gwoździa na przykład o ścinę, następował wystrzał. Im większy efekt się uzyskało, tym większa była nobilitacja w środowisku młodzieży podstawowej naszej uczelni! Wtedy Łyzia przyprowadził klucz od strychu swojego domu, który wisiał od prawej strony drzwi wewnątrz wejściowych do mieszkania. Czytaj dalej... "Klucz Łyzi"