Przeskocz do treści

Poznałem tego człowieka, kiedy byłem żołnierzem. Było to w 1987 roku. Człowiek ten miał na nazwisko Wsak (zmienione na potrzebę opowiadania). Obserwowałem tego żołnierza z racji mojej ciekawości socjologicznej, a po tym skumplowałem się z Nim. Miał na imię Krzysztof, na nazwisko Wsak. Był z poboru młodszego, jednak zaintrygował mnie swoją postawą. Pochodził z niedalekiej miejscowości od jednostki wojskowej, w której zalegaliśmy. Krzysiek był niereformowalny! Czytaj dalej... "Wsak"

  Do naszej klasy zaginał młodszy brat Skrypczyk (nazwisko zmienione). W sumie nie było kiepsko, bo był oki z rzadkimi wyjątkami. Ale rok później, kiedy jego starszy brat „usiadł” i przeszedł do naszej klasy, zrobiło się trochu kulawo. Razem odżyły im d..ska na naszej klasie i nastąpił terror ze strony braci Skrypczyk. Ale dawaliśmy radę. Nasza paka Łyzia, Golcia, ja byliśmy za mocni coby nam za przewodniczyli. Jednak razem stali się agresywni, czuli moc braterską! Rzekłbym nawet mocno agresywni. Po prostu lali nas po pyskach i tyle. Ich sposób walki był bardzo skuteczny, gdyż my nie byliśmy nawykli, aby komuś zamalować w ryło na odlew np. tzw. "liścia nowohuckiego". Czytaj dalej... "Terror"

  Z dziesięć lat temu wstecz pomykałem po terenie podwarszawskim w sprawach zawodowych, i natknąłem się na pewnym skrzyżowaniu dróg w pomniczek skromny, ale kawał głazu narzutowo - polodowcowego z nieporęcznym grawerunkiem: "Bohaterom Powstania Styczniowego, społeczeństwo regionu w 100-letnią rocznicę 1963r.". Zainteresował mnie tekst z pomniczka. No przecie na wszystkich grobach, pomnikach powstańczych po bywa napis w elokwencji: "Powstańcom Styczniowym – Naród.". A tu? "Bohaterom Powstania..."? Dlaczego wykonawca grawerunku zadał sobie tak dużo większy trud, aby podkreślić „Bohaterom Powstania...”. To kim byli Ci bohaterowie? Czytaj dalej... "Bohaterowie Powstania Styczniowego!"

  Miałem kiedyś znajomość kolegi, która mi się urwała. Dziwny był to gość, bowiem charakteryzował się wyjątkowym pechem. Jakby miała spaść dachówka w Londynie, to mój kolega już miałby zarezerwowany bilet, aby przyjąć ją na potylicę. Pechowy był po całości. Numerów jakich doznawał było bez liku, normalnie nie było tygodnia, co by Mu się coś nie przydarzyło. Ale apogeum nastąpiło, kiedy koleżka zaczął budować swój dom. Czytaj dalej... "Nit"