Przeskocz do treści

2

Oglądałem wen czas z moją Mamą i siostrą bliźniaczą transmisję ze Mszy Świętej na dzisiejszym placu Piłsudskiego, na czarno białym telewizorze Lazuryt 208. Miałem piętnaście lat, ale wiele rozumiałem. Jednak kiedy padły z ust Wojtyły słowa: Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” Zamarłem! A zaraz po tym:  "Mamuś, przecież oni Go zabiją!" - krzyknąłem,.. 

Wolność

Paręnaście dni temu było to tak, że na robotę jechałem. Kraków rozkopany niemożebnie, dostać się z Nowej Huty na Podgórze, niebywałe przedsięwzięcie. Był początek długiego „łikendu” majowego. Wyszło tak, że cały „łikend „ majowy muszę spędzić na robocie. Wyszedłem z domu przed siódmą rano i biegnę na transport miejski. Tramwaj przyjechał po dwudziestu minutach, ale to nie był „mój” tramwaj. Ten zawiózł mnie tylko do ul. Starowiślnej przy Poczcie Głównej. Stamtąd wyruszyłem pieszo w kierunku zakładu pracy przemierzając ulicę Gertrudy i Stradom.

Czytaj dalej... "Wolność!"

1

latarenka
Latarenka

 Z tyłu GRAND HOTEL w Krakowie istnieje mały parking, a obok stoi mała, historyczna latarenka! Pod nią co i porusz świecą się świeczki, jakoby pod jakąś kapliczką! Często przejeżdżam tamtędy i obserwuję latarenkę otoczoną świeczkami, jakby była miejscem kultu chrześcijańskiego. Rzeczywiście latarenka wygląda jak kapliczka, więc okoliczni mieszkańcy tak ją traktują, śląc pod nią modły i paląc świece. Lecz to nie jest kapliczka, tylko zwykła latarnia, która przez dwieście lat pełniła funkcję punktu odniesienia drogi do miasta. Otóż kilkaset lat temu na terenie dzisiejszej ulicy Stradom był cmentarz. Wiele ludzi tam pochowano, a w szczególności ofiary plagi tyfusu sprzed kilkuset lat. Jak Kraków się rozbudował, na cmentarzu tym budowano budynki, a latarenkę przeniesiono bliżej murów miasta. Pewien hotel jest obecnie budowany na terenie tego cmentarza. Odkopywane szkielety są wywożone na inne cmentarze. Jeszcze hotel nie powstał, a już otrzymał ksywę: „Tyfus”! A latarenka za GRAND HOTEL, stoi będąc po prostu latarenką! Nie kapliczką! Choć po prawdzie chwalić Pana można wszędzie. Tak pod latarenką, jak w szczerym polu! Alleluja!

bociany

WIELKANOCNA SKRUSZKA 2002’

Powstał z grobu Marii synek, cudem tym przyniósł nadzieję,

a do dzisiaj wiemy tyle, że tak wieje – wiatr tak wieje.

Synka przysłał do nas Ojciec, my już nie złożymy myśli.

Czy od tego da się uciec? Przecież my Go zabiliśmy... .

Nie kwil już jagniątko nasze, my jajeczkiem się dzielimy,

a być może dobrze zawsze, będzie kiedy się skruszymy.

Robert Adamowski, Otwock, marzec '2002

Wszystkim sympatykom www.adasio.pl składamy najcieplejsze życzenia wszystkiego co najlepsze! Zespół Adasio.

2

Tak naprawdę to nikt nie czyta, a tym bardziej blogów.  www.adasio.pl jest blogiem nie czytanym. Wczoraj było zero odsłon, a przedwczoraj jedna. Nie zniechęca mnie to do pisania, ale do refleksji o potencjalnych czytelnikach, których właściwie nie ma. Ludzie po prostu teraz nie czytają! Na hasło: "BLOG"- przemieniają się w "ognisty grzyb", lub "Działa Navarony", i nic, ani nikt nie powróci ICH na tory myślenia! Po jednej części jest to dla mnie sytuacja komfortowa, gdyż cokolwiek napiszę i opublikuję na "adasiu", nie spotkam się z reakcjami negatywnymi jak na portalach społecznościowych (gdyż nikt "adasio" nie czyta), lecz po drugiej części - piszę w próżnię, bowiem wszyscy są zapatrzeni w ekrany smartfon'a na "społecznościówkach", szukając tam pochlebstw dla własnej, łatwej samorealizacji pozornej. Nie tak dawno w czasie, mój kolega z którym znam się od niemalże urodzenia, a pokłóciwszy się ze swoją połowicą zadał mi pytanie: "Robert, co Ty o tym sądzisz?".  Odpowiedziałem: "Nie wiem, nie znam się, nie rozumiem, to są Wasze sprawy, nie mieszam się!".  Kolega wybuchnął: "Robert! Jesteś moim przyjacielem, kogo mam zapytać i słuchać?". Pod tak dużym naciskiem zapodałem przyjacielowi co myślę, ale potem nie odzywał się do mnie przez miesiąc. Mój przyjaciel najpewniej obruszył by się, że w tym artykule nazwałem Go "kolegą", ale bez obaw, nie przeczyta go. Czytaj dalej... "Tak naprawdę!"