Przeskocz do treści

Zima

  Było to w ubiegłym wieku, około roku 1982. Wtedy w sezonach zimowych wszyscy z mojego środowiska, uprawiali splendor'ną formę wypoczynku czynnego – narciarstwo! Co więcej, był to niebywały blichtr. W tych zamierzchłych czasach słabo było o jakąś „adrenalinkę”, której dzisiaj jest pod dostatkiem! Dzisiaj można skoczyć na gumie z mostu, latać lotnią, skakać ze spadochronem, wygłupiać się na rowerach, strzelać kulami gumowymi lub z farbą do siebie, skakać po elementach infrastruktury miejskiej na nogach lub rowerze etc. W ubiegłym wieku było ubożej. W zimie jeździło się na nartach, w lecie pływało na basenach. Oczywiście wyjazd zimowy na narty był dużo droższy, jednak jeżeli chciało się pomykać w środowisku, trzeba było liczyć się z kosztami!  W Zakopanem nie było jak dzisiaj, że tłum ludzi ociera się o siebie. Na ul. Krupówki było w miarę pusto, a od czasu do czasu spotykało się jakiegoś znajomego. Kilka razy spotkałem na Krupówkach Bogusia Łyszkiewicza (lider zespołu ,,Chłopcy z placu broni” - przypis autora) z którym siedziałem w ławce szkolnej na przemian z Robertem Golą, moim przyjacielem od urodzenia. Mijaliśmy się z Bogusiem i innymi znajomymi na Krupówkach, na zasadzie: „Cześć, Cześć!”, jakbyśmy się na ulicy Szewskiej mijali! Czytaj dalej... "Szus"

1

Dywanik

Było to w ubiegłym wieku, około 1980 - ego roku. Zakochałem się wtedy bez pamięci w koleżance, której matka miała bardzo dochodowy interes, mimo szalejącej komuny. Miałem 17 - naście lat, a Agnieszka (imię zmienione na potrzeby artykułu) 16 - cie. Bywałem w ich domu. W zasadzie lubili mnie! Mieli sukę owczarka niemieckiego, co wabił się „Skiba” (wabienie zmienione na potrzeby artykułu). Co się pojawiłem, obwąchiwała mnie, i „nalegała” bym ją czochrał po karku. Ostatnie moje spotkanie w Ich domu odbiło się dla mnie może nie aż traumą, ale wstrząsem, który po dziś pamiętam. Przyjechałem do domu Agnieszki pod wieczór, kilka dni od ostatniego spotkania. Otworzyła mi drzwi, więc lezę na salony po drodze buty zdejmując, bo tak tam ślicznie było że nie godzien byłem w takie majestaty, pospolite błocko zanosić. Jak zwykle usiedliśmy w kuchni i przegadujemy sobie, ale czuję że coś niemrawo tak jakoś jest. Podczas naszej rozmowy przeszedłem się po kuchni i nadepnąłem skarpetkami na skórę zwierzęcą, co zalegała na podłodze. Czytaj dalej... "Dywanik"

  Siedzę z Golcią na wykładzie w naszej uczelni, w pierwszej ławce jako największe „podpadziochy”, aby być na widoku wykładowcy. Łyzia zasiadał nieco dalej za nami z koleżanką Anią, bo był troszku mniej „podpadnięty”. Słyszę podczas wykładu, że Łyzia coś skrobie. Odwracam się do Niego, i zapodaję: „Co Ty tam dłubiesz?”. Odpowiedział szepcząc: „Dowiecie się na przerwie!”. Boguś lat osiem, miał zwykle usta niebieskie, bo przegryzał długopisy które ubarwiały Jego buzię na fioletowo. W zimie przychodził na uczelnię ze łzami w oczach, bo wiatr zimny mu je wymuszał, a my śmialiśmy się złośliwie, że biegnie do szkoły, a płakać Mu się chce z tego powodu. Wiedzieliśmy jednak, że Łyzia o 6 - tej rano ministrował do mszy w kościele Św. Anny, a ja ministrowałem o 6 - tej rano do mszy w kościele Kapucynów. Czytaj dalej... "Armata Łyzi"

  „Był chyba rok 1973 ubiegłego wieku, kiedy nagle przyszła moda na strzelanie z kluczy. Strzelanie z kluczy polegało na tym, że w kluczu jest dziura, jak lufa. Należało do tej dziury napchać siarki z zeskrobanych zapałek i zatkać ją gwoździem o podobnej średnicy. Wiązało się klucz z gwoździem sznurkiem i zamachem uderzając od strony gwoździa na przykład o ścinę, następował wystrzał. Im większy efekt się uzyskało, tym większa była nobilitacja w środowisku młodzieży podstawowej naszej uczelni! Wtedy Łyzia przyprowadził klucz od strychu swojego domu, który wisiał od prawej strony drzwi wewnątrz wejściowych do mieszkania. Czytaj dalej... "Klucz Łyzi"

  Było to tuż po Stanie Wojennym, ale komuna jeszcze trzymała się mocno. Mój przyjaciel miał sąsiadkę, która niedawno się rozwiodła i miała 14 – to letniego syna o imieniu Wojtek. Była lekarką. Mieliśmy wtedy po 17 – cie lat. Mój przyjaciel był dla sąsiadki dość pomocny. A to naprawił Jej kran w kuchni, zreperował zamek w szafce, zajął się serwisem jej Fiata 125, naprawił odkurzacz (w wieku 15 – tu lat dorabialiśmy w zakładzie naprawczym urządzeń AGD) etc. Za ofiarowywane Pani Doktor usługi mój przyjaciel nie oczekiwał wynagrodzenia finansowego, a jedynie w zamian możliwość korzystania z jej Fiata 125, gdyż już w tym wieku posiadał Prawo Jazdy. Czytaj dalej... "Trumienka Wojtka"

1

 

Dwa złote (zima)

Był rok 1970 – ty. Była to zima siarczysta. Jechałem wtenczas na saneczkach w okolicach naszego domu na ulicy Krupniczej, a moja siostrzyczka, bliźniaczka była w nich przede mną. Mieliśmy takie saneczki dwuosobowe, „pięciolatkowe”. Ciągnęła saneczki „dwudziecięce” Mama Halina nas w tych saneczkach. Mroźna pora nastręcza zapotrzebowanie organizm w wodę. Zapragnąłem zapić cośkolwiek, więc jadąc w saneczkach moczyłem prawą rączką w rękawiczce, w kałużach stopionego śniegu wodę i zapijałem sobie godziwie.. aż? Aż złapałem w śniegu rękawiczką monetę 2 całe złote! Ot, przykleiła się! Były to pierwsze nabyte prze zemnie pieniądze. Później już musiałem na nie pracować.