Przeskocz do treści

  Było to w tym wieku XXI. Przyjechaliśmy na plan zdjęciowy do wynajętego obiektu, który był agencją reklamy służącą usługi w pełnym zakresie od reklamy TV, zewnętrznej typu bilbord i innych, kampanii reklamowych, druku reklamowego, public relation, projektów gadżetów, po etc. Rozpoczęliśmy prace instalacyjne na sali konferencyjnej, gdzie mieliśmy pierwsze zdjęcia. Sala była dość spora, około stu metrów kwadratowych. Po środku stał długi stół wyposażony naokoło w kilkadziesiąt stołków. Była to sobota rano, więc dzień wcześniej, w piątek wieczorem odbywało się w tej firmie jakieś szkolenie dla załogi firmy, a być może też dla osób z zewnątrz. Robię robotę instalacyjną aby dźwięk uzyskać z racji mojej roboty na tym planie, kiedy spojrzałem w głąb sali! Tam, na ścianie przeciwnej długiemu stołowi i stołeczkom, wisiała zapisana tablica. Z racji iż dużo czytam, posiadłem ten „nie komfort”, że jak widzę jakiś napis, to mechanicznie od razu, czasem bezwiednie go czytam. Tak stało się tym razem. Po przeczytaniu tekstu z tablicy, naszła mnie refleksja że przecież jest on również adekwatny do wielu produkcji filmowych, telewizyjnych, i innych przedsięwzięć które są do obejrzenia, lub pozostały w ukryciu. Oto tekst z tablicy:

REALIZACJA PROJEKTU

1.

Entuzjazm

2.

Zaangażowanie

3.

Rozczarowanie

4.

Panika

5.

Szukanie winnych

6.

Karanie niewinnych

7.

Nagradzanie nie zaangażowanych

Szyba

Było to w ubiegłym wieku, chyba w 1998 roku. Mieszkałem wtedy w dzielnicy krakowskiej - Kazimierz, a konkretnie na ulicy św. Sebastiana, o trzysta metrów od Wawelu. Obok kamienicy w której mieszkałem, zamieszkiwał człowiek, który sam wychowywał dwóch synów jednojajowych, bo żona Jego po prostu zmarła. Jeden miał na imię Jacek, drugi Wacek. Mieli po osiem lat. Rozrabiaki to były niemiłosierne, istne „diabły” znane na „dzielni” przez wszystkich jej mieszkańców! Oczywiście mieli mnóstwo wrogów, wobec swych pomysłów na skomplikowanie spokojnego życia swojego oraz rejonu, który był w ich władaniu. Głównym ich wrogiem był leciwy sąsiad z kamienicy naprzeciw, który notorycznie donosił na nich za onych wybryki ich ojcu. Faktem jest, iż miał na co albowiem chłopaki pomysłów mieli bez liku, a nie było tygodnia bez grubszej afery, o małych nie wspominając. Pewnego razu upalnego lata, postanowili poskładać samolociki z kartek wyrywanych z zeszytów, a maczając ich dzioby w atramencie, puszczali samoloty naprzeciw ulicy w otwarte okna sąsiada, namaszczając jego firany znamienitymi ornamentami osuwających się po nich samolotami atramentowymi ubarwiając je niczym we flagi czarno-białe kultowej kapeli „Republika”.

Czytaj dalej... "Bliźniaki"

1

Abonent

 Było to w tym wieku. Znaliśmy się z Bogdanem z „Ulicy Sezamkowej”. Dobra to praca była. Po drugiej edycji mnie oddalono z TVP w racji ówczesnej: „Redukcji etatów”, Bogdan po „Sezamkowej” nie mógł znaleźć nic innego. Cóż było robić? Wyruszyliśmy do „Centrali”, która dawała robotę. Ja załapałem się w agencji reklamowej na przyzwoitych warunkach, zaś Bogdan łapał co popadnie to tu, to tam. Często spotykając się „na warszawce” obgadywaliśmy swoje problemy tęsknościowe za naszym Krakowem, bo do Warszawy nie pałaliśmy miłością obopólnie, i po całemu jak to zwał, lub nie zwał. Tak, czy owak „Zenon Nowak z Fabryki Mebli Giętych <<PROSTOTA>>”. Boguś po wielu różnych pracach nagle, „wylądował” na infolinii pewnej płatnej telewizji satelitarnej udostępniającej mnóstwo ciekawych programów i filmów. Po pewnym czasie przerzucono Bogdana do działu reklamacji w tej telewizorni. Czytaj dalej... "Abonent"

gołębie na Rynku

  Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem wydawało mi się, że na Świecie nie ma ludzi bardzo głupich. Oczywiście miałem świadomość, iż występują stany chorobowo – umysłowe w jednostkach społeczeństwa, ale nie miałem styczności bezpośredniej z takimi osobami. Do czasu! Było to dwadzieścia lat temu. Pracowałem wen czas z człowiekiem o imieniu Waldorf (imię zmienione na potrzeby artykułu - przypis autora). U Waldorfa na balkonie zagnieździły się gołębie. Żona Waldorfa robiła Mu zarzuty, iż na ich balkonie gniazda zakładają gołębie brudząc stan balkonu! Kazała Mu te gniazda po prostu usunąć, wraz z gołębiami! Co ważne gołąb, ten popularny w miastach i wydawało by się wszechobecny, jest ptakiem zagrożonym wyginięciem, i pod ochroną prawną w Prawie Polskim! Jest to gołąb skalny, który występuje już tylko na terenach miejskich, upatrując swoje siedziby w wysokich wieżowcach przypominających skalne bytowanie. Jakiekolwiek uprzykrzanie im jestestwa jest zagrożone karą mandatu w wysokości 500 zł , a nagminna działalność przeciw nim, sprawą sądową! Czytaj dalej... "Waldorf"

20

motor
motor

  Było to zaledwie parę lat temu. Jechał wtedy mój kolega na motocyklu na robotę! Ulicą Puławską pomykał w Warszawie na kierunek - Piaseczno. Mknął na motorze zapamiętale, bo motocyklistą był zza miłowania, a na robotę Mu śpieszno było. Była godzina 7.00 - ma rano, początek zdjęć - 8.00. Spieszył się, bo w filmowych produkcjach dzisiejszych, nie ma pojęcia opóźnień! Wszystko ma być na czas i w tempie dla ekipy technicznej, choć dla produkcyjnej - pełna swoboda! Byle by się nachapać, a niewolnicy mają za...ć! Tak, czy owak nagle wydarzył się „korek”! Ups.. Samochody z końca „korka” raptem zaczęły się zatrzymywać i niebezpiecznie zbliżać do pędzącego pojazdu jednośladowego mojego kumpla! Wtedy stało się oczywiste, że motor nie zatrzyma się przed nimi, a będzie musiał je taranować, co ponad wszelką wątpliwość zakończyło by się tragicznie dla kierującego maszyną! Kolega, jako doświadczony motocyklista, położył motocykl spychając go nogami do rowu gdzie zagasł, a sam ślizgiem popędził po asfalcie w ostatni samochód korka marki JEEP. Czytaj dalej... "Kask"